Menu Content/Inhalt
Strona główna
Advertisement

Foto wypady


Nurkowanie - Egipt
Chateodon austriacus
 

Kair koptyjski
Kościół Al-Muallaqa (Kościół Wiszący)
 

Użgorod - muzeum etnograficzne
dsc_0109.jpg
 

Pekin
beijing_6.jpg
 

Galeria Kreta 2005
Kreta - Heraklion foto 2

Logowanie

Gościmy

Aktualnie jest 109 gości online
Superkrasnale w Chinach PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 58
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Rafal S.   
piątek, 01 grudzień 2006
Spis stron
Superkrasnale w Chinach
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
ImageImageRelacja z Chin: Pekin - Hong Kong 2004
No to zesmy wyladowali - Pekin dzien pierwszy
Heja ho i inne rodzaje przywitan. No to ok, zaczynamy. W okolicach godz. 9:30 wyladowalismy na aeroporcie BEIJING CAPITAL. Wielkie to dziadostwo. Odprawilismy sie i na zewnatrz. Ufff, rzeczywiscie sauna. Nie jest jakos wyjatkowo upalnie ale ta wilgotnosc poraza. W ogole pogoda jest jakas dziwna bo w ogole nie widac nieba z powodu ciaglej mgly czy jakiesc niezbadanej szarosci w powietrzu.   Z lotniska do centrum pogonilismy Shuttle-busem za 8 zl. Dziwacy z nas bo moglismy skorzystac z uslug taxi za 100 zl. Wysiedlismy w centrum i od razu wpadlismy w lapy przebieglego naganiacza z jednego ze schronisk. Tak naprawde to dziadzio nie byl taki przebiegly bo akurat byl z tego hostelu do ktorego mielismy zamiar uderzyc, poleconego przez Neronka (pozdrawaimy).
Image
Do hotelu jechalismy pojazdem pedalowym napedzanym przez wspomnianego naganiacza. skoro naganiacz to i naganial. Fajne wrazenia tak na dzien dobry przekulac sie riksza obok nieskonczonych sznurow aut. I od razu uwaga - nie wiem jak bedzie dalej, ale w Pekinie jakies znaki drogowe sa. Moze nie za duzo i pewnie nie sa specjalnie przestrzegane ale sa. Niech na przyszlosc tylko ktos niech nie jedzie tu z mysla ze jest jak w domu i ze jak wejdzie na jezdnie to wszyscy sie nagle zatrzymaja i go przepuszcza. No way meeeen - wchodzisz przed auta i giniesz w mgnieniu oka smialku a twoje kosci rozwleczone zostana szybciej niz myslisz po drodze. Twoim ratunkiem jest maksymalna uwaga i koncentracja i sygnalizacja swietlna, bo to w jakims stopniu dziala. W schronisku musielismy wynajc dwojke z lazienka bo niestety sale wieloosobowe sa juz zajete. Mamy lazienke - duza ale z prysznicem w stylu bulgarskim - nie wydzielonym tylko lecacym z gory troche na sedes. Moze byc. Nasz hostel jest w dzielnicy hutongow czyli parterowych domkow z maksymalnie zakreconymi uliczkami. Krasnalowi brzydszemu sie podoba to bardzo , krasnalince pewnie mniej. Wyomee - bylbys zachwycony - normalnie zaulek na zaulku zaulek pogania. Fakt ze jest strasznie szaro, biednie i zniszczono. W tych zaulkach dzialaja jakies warsztaty - krawieckie, rowerowe, i wszelkie inne. Knajpy tez. Skoro juz przy ulubionym temacie Rafala to od razu opowiemy ze jedlismy juz pierwszy pokarm. Dalismy sie skusic dziewczynie przed knajpa tym, ze "menu in inglisz". I faktycznie - jedna potrawa na dziesiec przetlumaczona. Skoro jednak weszlismy i dziewczyna cos tam kumala po angielsku to zostalismy, bo gdzie indziej i tego moze by nie bylo :))) Rafal naturalnie rzucil sie na noodle. Malgosia natomiast postanowila wybrac smazone warzywa. No i git :)))) 1 : 0 dla malucha - makaronik palce lizac - grubasne prawie spaghetti ale inny troche smak, miesko ze swinki byc moze nawet, papryczki i inne warzywka. Ogolnie na ostro i jak dla mnie pycha. Smazone warzywa :)))) natomiast maja jak na razie postac dlugich ciemnozielonych lisci smazonych w tluszczu i slonych.

Liscie wizualnie na pograniczu szczawiu i szpinaku. Kto wie jaka to roslina ? Przypominam - dlugolisciasta , ciemnozielona, z w miare grubymi lodygami i slona. Mozliwe nawet ze nie choduje sie jej na Ziemii, w koncu chinczycy ostatnio byli w kosmosie. Po jedzonku wybralismy sie na zwiedzanie. Z powodu malej ilosci snu na razie ograniczone. Trafilismy na plac slynny z wiadomo czego. Obok znajduje sie Zakazane Miasto, czyli kompleks palacow cesarskich. Olalismy bo ledwo lazilismy, poza tym nie zainteresowal nas szczegolnie. Za to poszlismy sobie do parku obok. Ale odjazd - park przepiekny - ultra hiper mega ladny z super budowlami. Utrzymany rewelacyjnie. W jednej z bocznych uliczek strudzeni wedrowcy ucieli sobie godzinna drzemke siedzac na lawce. Normalna sprawa - tu ludzie roznie spia - na gazetach na ziemi, na murkach,.... Tak sobie drzemiac dopadlo nas pierwsze dzieciece "hello" :))) Potem jeszcze kilka - na razie to jest bardzo sypatyczne i nam sie nie przejadlo. Na dodatek tez zostalismy poproszeni przez jednego ludka o wspolne zdjecie z jego coreczka :))) Nie ma to jak zdjecie z bialasem no nie ? Jak dotad dzielnie przepedzilismy wszelkiej masci studentow- naciagaczy w roli przewodnikow czy innych studentow sztuki ciagnacych nas na wystawy. Za to ucielismy sobie pogaduche z normalnymi bezinteresownymi studentami anglistyki - chinczykami tez na wakacjach w Pekinie. Na placu Tiananmen i okolicah nabawilismy sie fobii.

Na widok zblizajacej sie osoby z czymkolwiek w dloni czmychamy jak naszybciej. Ale to sa maksiarze !!! Sprzedaja do upadlego wszystko co tylko maja w kieszeniach i torbach. DZiesieciokrotne "no, thanks" nie dziala, musza Ci pokazac wszystko co maja i czterokrotnie na wszystko zrobic obnike. Makabra. Nawet jak ogladalismy jak ktos puszcza latawiec (ktorych puszczaja tam sporo na placu) to natychmiast ten ktos chcial go nam sprzedac... No i to by bylo w sumie wszystko z dzisiaj... Jutro zapisalismy sie na calodniowy wyjazd na Wielka Sciane. Pojutrze jedziemy do Xi'an ogladac wojownikow z gliny i w dalsza droge. Bilet zarezerwowala nam dziewuszka z hotelu za prowizje zaledwie 20% wartosci biletow. No trudno, gdybysmy sami chcieli sie w to bawic zajelo by nam to caly czas dzisiejszy pewnie. A z biletami jest ciezko bo wakacje. Ogolnie Pekin trza zobaczyc ale nic ciekawego naszym skromnym zdaniem. Trza zobaczyc chyba te prawdziwe chiny na dole. Lecial z nami niejaki Zebrowski Michal z jakas ekipa filmowa. Ale spotkanie co ? Gdzies czytalismy ze krecony jest pierwszy polsko-chinski film fabularny wiec to moze z tym zwiazane bylo.... Pierwszy raz lecielismy tez wielgachem - 9 miejsc w rzedzie. Niestety wylosowalismy srodkowy sektor. Turbulencje tez byly dwukrotnie.  




Ostatnia aktualizacja ( sobota, 23 grudzień 2006 )
< Poprzedni   Następny >