Menu Content/Inhalt
Strona główna
Advertisement

Foto wypady


Zakopane
Skocznia
 

Egipt
w drodze na Synaj
 

Park Al-Azhar
egipt1-681.jpg
 

Tatry
Pingwin
 

Galeria Kreta 2005
Kreta - Heraklion - foto 4

Logowanie

Gościmy

Aktualnie jest 179 gości online
Superkrasnale w Chinach PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 58
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Rafal S.   
piątek, 01 grudzień 2006
Spis stron
Superkrasnale w Chinach
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11

Czesc 10

Hola ho !!!   To juz pewnie ostatnia albo prawie ostatnia informacja z drogi. Z tego co najbardziej aktualne to juz nas nie ma w Chinach, ale po kolei. Z Yangshuo wyjechalismy do Kantonu o 20.00 sypialnym autokarem. Tym razem, wg zapewnien ownera naszego hotelu, mial to byc czysty, porzadny autokar z TV i klima. No to kulturka sobie myslimy. Przy wchodzeniu prosza nas o zdjecie butow - pelne zrozumienie - widac ze dywaniki na podlodze. Zapakowali nas na gorne lozeczka i super. Jedziemy i jedziemy a tu po kolei autokar zbiera ludzi i ... na przystankach pakuje do bagaznika mnostwo workow z ziarnem, owocami czy czyms tam jeszcze. Zastanawialismy sie czy to na wymiane z naszymi plecakami :). Potem autokar pelny na maksa a nadal sie zatrzmuje i bierze ludzi :))) Ludzie wchodza i klada sie na tych dywanikach na podlodze :)))) Teraz rozumiem dlaczego nie chcieli nas klasc na dolnych lozkach :) Po paru godzinach przystanek na popas i oproznienie. Wygonili wszystkich czy ktos chcial czy nie. Maluch poszedl do WuCeta i tam tradycja - betonowy kanal do stawania okrakiem. Staje nad kanalem a tu dolem przemyka szczur jakiego w zyciu nie widzial na oczy :) - prawie jak nasze male koty :)))) Z kolei w barosklepiku przy kupowaniu Coli i ciastek przez srodek sklepu jakby nigdy nic przeparadowala sobie mysz :))) Kultura, zwierzeta tu sa darzone szczegolnym sentymentem :)))

Do Kantonu dojechalismy normalnie o czasie ale przeciez trzeba bylo wypakowac ladunek :))) Zajechalismy na jakas gielde czy targ warzywny i dalej przebijac sie przez tlumy pieszych, rowerowcow i motorowcow. Przejechanie 800 metrow zajelo nam poltorej godziny. Rozladowalismy towar i dalej w droge. Z dworca taksoweczka na wyspe Shamian Do - poniewaz tam planowalismy spac w schronisku. Jednak po wyjsciu z taxi sciagnela nas naganiaczka z pobliskiego hotelu - no i dobrze w sumie, zaplacilismy znacznie taniej. Kanton potwornie upalny. Po prostu szok. Nie ma nawet o czym pisac bo wszelka aktywnosc zabijal potworny zar z nieba. Miasto juz takie inne niz poprzednie - jakby architektonicznie blizsze Europie - zwlaszcza ta wyspa Szamian Do. To juz absolutna Europa w starym kolonialnym stylu. Rzecz interesujaca, na ktora nam zwracali uwage Hadzie, mnostwo cale amerykanskich par prowadzajacych sie z chinskimi dziecmi. W poblizu znajduje sie centrum adopcyjne a wokolo kwitnie caly przemysl temu poswiecony - sklepiki z ubrankami, zabawkami i wszystkim dla malych dzieci, uslugi ze specjalnymi znizkami dla rodzicow adopcyjnych itp... Dziwne wrazenie. Nie pokusimy sie o zadne oceny samego zjawiska, ale jednak ciezko sie oprzec dziwnym myslom widzac amerykanskie mamy nawzajem ogladajace swoje pociechy i wymieniajace poglady na ich temat... Na podstawie podrecznika Pascala bardzo napalilismy sie w Kantonie na zwiedzanie targu zwierzat. Ale chyba czasy swietnosci minely. Czegoz tam nie mialo byc - wszytskie morskie zwierzeta, malpy, szopy pracze, skory niedzwiedzei i tygrysie i wszystko co sie w Azji rusza.

Ogolnie w rzeczywistosci wielka nedza. Pelno jedynie suszonych ryb, konikow morskich, wezy, i innych grzybow, wodorostow i roslin. Do tego pare misek malutkich zywych skorpionow i reszta to same koty w klatkach, male pieski i pelno rybek akwariowych. I to mial byc ten wielki targ. Nedza. Ale moze i dobrze - przynajmniej nie mecza juz zwierzakow. W Kantonie poczynilismy ostatnie tradycyjne zakupy - chcielismy zabrac dla siebie czajniczek do parzenia herbaty. Wiemy ze takie mozemy kupic w Polsce ale z Chin to z Chin. Upatrzylismy sobie jeden ale kosztowal 68 Y. W sumie to malo (34 zl) ale jednak powinien byc znacznie tanszy. Facio w ogole nie chcial sie targowac, zszedl nam jedyna 1,5 zika :))) W takim razie najpierw popilismy herbaty, troche jej kupilismy i przystapilismy do kontrnatarcia. Handlarz rozmiękczony zakupiona herbata sprzedal nam czajniczek razem z 4 czareczkami za 50 Y :)))) Pewnie i tak przeplacilismy ale co tam. Wczoraj rankiem wyjechalismy do Makau i pozegnalismy Chinska Republike Ludowa. Wypuscili nas bez problemu. Po drodze do kontroli paszportowej automatyczne czujniki mierza temperatura na wypadek SARS. Na rozgoraczkowanych cwaniakow z boku czaja sie zamaskowane piguly :))) Superkrasnale jedna wyjatkowo niedocieplone - 35 i 35,8 stopnia :) No to my juz w Makau. W Kantorze wymiana waluty i od razu sie pytaja czy chcemy dolary Makau czy Hong Kong. Tak tu maja fajnie ze placi sie i tymi i tymi - jak kto chce. Ogolnie Makau to juz Chiny ale jak nie Chiny. Wyglada ja Europa - i to ta poludniowa. Uliczki waskie, ciasno jakos... No i samo miasto zadziwiajaco male :)))


Mozna spokojnie lazic piechota. Dzis cale obeszlismy dookola przez caly dzien. Pelno tu sklepow z bizuteria i telefonami komorkowymi - taka ciekawosta. No i wszechobecny zapach smazonych ciastek. Polazilismy po tym miescie, zobaczylismy pare budynkow i nadciagnela wielka burza. Czmychnelismy przed nia do muzeum wina i muzeum Grand Prix - bo w Makau rozgrywane sa jedne z zawodow Formuly 1. W Grand Prix superkrasnale pojezdzily na symulatorze bolida jako bracia Schumacherowie. Moze byc. Trudno troche utrzymac prosty tor jazdy mimo ze degustacja wina odbyla sie dopiero potem w muzeum wina :))) Ciezko maja ci wyscigowcy. Potem juz kulinarne rozkosze. Moze bez zadnych fajerwerkow ale calkiem milo. Wciagnelismy sobie afrykanskiego grillowanego kurczaka chilli i pieczonego w zoltym sosie z warzywami kurczaka po portugalsku. mniam mniam - wielka pycha. Potem na deser poszlismy do kawiarni Starbucks na kawe , sok i ciastko cytrynowe. Tez mniam. Za to wczoraj bylo gorzej ale ciekawie :)))) Zamowiony makaron z wieprzowina okazal sie chinska zupka z polozonymi na wierzch jakby schabowymi, tylko bez panierki :))) W smaku okey tylko dziwnie :))) Jutro juz znikamy do Hong Kongu Turbo Jetem przez morze. W Kantonie i tu spotkalismy sie z kolejnym systemem hotelowym - dostalismy karte (myslelismy ze magnetyczna do drzwi), za ktora trayzyjnie pobrano kaucje. Rozpakowalismy sie i wyszlismy na miasto. Po zamknieciu drzwi nie wiadomo jak otworzyc :)))) Miejsca na karte nie ma :)))) Przykladamy do kontaktu i nic :)))) Okazalo sie ze karty nalezy przylozyc do czlowieka funkcyjnego majacego biurko na korytarzu a on swoim kluczem dopiero otwiera pokoj :))) Co kraj to obyczaj. I to juz na tyle relacji z kolejnych wydarzen. Trzymamy kciuki za Wisle Krakow i tyle. Nie wiemy czy napiszemy cos z Hong Kongu. Jezeli nie to uzupelnimy po powrocie :)))) Serdecznie wszystkich pozdrawiamy i dziekujemy za wytrwalosc przy czytaniu. Ciao kakao   Superkrasnale na koncu trasy. Malgosia i Rafal



Ostatnia aktualizacja ( sobota, 23 grudzień 2006 )
< Poprzedni   Następny >