| Superkrasnale w Chinach |
|
|
|
| Nadesłał Rafal S. | |||||||||||||
| piątek, 01 grudzień 2006 | |||||||||||||
Strona 11 z 11 Czesc 11 Witamy po dlugiej przerwie. Jestesmy juz od tygodnia w domiku ale czujemy sie zobowiazani do napisania ostatniej czesci obejmujacej Hong Kong. Jak wspominalismy do Hong Kongu zMakau kursuja odrzutowe katamarany i innego rodzaju wodoloty. Na przystaninormalna miedzynarodowa odprawa, naturalnie z mierzeniem temperatury, ale bardzo sprawna bez zadnych komplikacji typu grzebanie w tobolkach.Zgodnie z oczekiwaniami wjazd morzem do Hong Kongu to super sprawa. Podrodze mija sie mnostwo okretow, statkow i wysp. Wyladowalismy w czesci HK na stalym ladzie - Kowloon. Na przystani zaopatrzylismy sie w darmowa mape HK, zostawilismy plecaki w przechowalni i ruszylismy szukac noclegu. Przez fajny park z flamingami wyszlismy prosto na glowna ulice - Nathan Road w okolicy legendarnego miejsca - Chungking Mansion. Hong Kong to jednak już Londyn w Azji. Roznokolorowy tlum na ulicach i mnostwo Hindusow. Non stop bylismy zaczepiani przez Hindusow oferujacych nam hotel, szycie garniturow i w ogole wszelkiego rodzaju biznes. Poszlismy z jednym z nich oglądać pokoj. Minihotelik miescil sie na 5 pietrze gigantycznego, makabrycznie zapuszczonego wiezowca. Na dole pelno sklepow ze wszystkim. Pokoj - żadna rewelacja, bardzo zapuszczony i ponury, ale w koncu to Hong Kong - za ta cene nie ma co wybrzydzac. Wazne ze byla lazienka i lozko. Zaplacilismy, zabralismy klucz i poszlismy na przystan po bagaze. Tego dnia odwiedzilismy tez pare fajnych miejsc - targ kwiatow i ptasi ogrod. Ptasi ogrod to ogolnie targ, na ktorym sprzedawano mnostwo ptakow - od zwyklych wrobli po wielkie, gadajce, roznokolorowe papugi. Niesamowite miejsce. Dookola slychac niemilknace ptasie trele. Do tego mieszkancy miasta przychodza tam na spacer ze swoimi wlasnymi ptakami. Wczesniej jedlismy obiad w knajpie w poblizu tego targu i zadziwilo nas to, ze do knajpy przychodza ludzie z klatkami z ptakami. Dokola lokalu pod sufitem sa zamocowane nawet specjalne rurki, na ktorych klienci wieszaja klatki ze swoimi ulubiencami. Fajnie je sie obiad przy akompaniamencie ptasiego spiewu. Reszte dnia spedzilismy na poszukiwaniu sprzetu - zaplanowalismy sobie zakup nowego laptopa. Do wieczora lazilismy i porownywalismy ceny. Przy okazji zwiedzilismy sobie ta czesc miasta. Miedzy innym bylismy na Nocnym Targu i na Targu Kobiecym, ale nic specjalnego w tych miejscach nie bylo. Zwykle targi jakich widzielismy juz wiele. Wieczorem poszlismy nad brzeg rzeki - szok!!! Widok powalajacy na nogi. Gigantyczne, niesamowicie kolorowe drapacze chmur nad brzegiem wody. Szalenstwo kolorow - tych prawdziwych i tych odbitych w wodzie. Super. Potem przeszlismy sie lokalna Promenada Gwiazd i podeptalismy takie slawy jak Bruce Lee, Jackie Chan i niejaki Sam Hui - czy ktos pamieta komedie z jego udzialem :))) ? Pozna noca powrot. Noca okolica hotelu nabiera innego charakteru - pojawiaja sie prostytutki, transwestyci i sprzedawcy narkotykow ale w ogole nie ma zadnej atmosfery niebezpieczenstwa czy jakiegos zagrozenia. Zeby wejsc do tych wiezowcow trzeba sie zarejestrowac przy specjalnym stoliku przy wejsciu. Wracamy do pokoju i skladamy sprzety na lozku. Malgosia kladzie sie na lozku a obok zasuwa karaluch wielkosci myszy - co najmniej 5 cm dlugosci !!! Ale gigant. No to koniec spania. Po krótkiej gonitwie na podlodze zostaje plama wielkosci kotleta mielonego. Jakos tlumaczymy sobie, ze skoro był taki wielki to na pewno niepodzielnie krolowal w calym apartamencie i nie ma już czego się obawiac. Ledwie mysl przemknela przez glowe a z lozka wysunelo sie ok. 7 cm kolejnych dlugich czulkow a za nimi ich wielki wlasciciel. Z drugiego konca wesolo odmachal mu jego rownie mocno zbudowany sasiad. W ten oto sposob zostalismy spacyfikowani przez insekty. Zabralismy koc i rozlozylismy go w minikorytarzu. Na to poszly spiwory i tak wygladalo kryzysowe legowisko. Dookoła rozpylilismy srodek na komary : ) ) ) Ta strefa ochronna pelnila raczej oslone dla naszej psychiki, chociaz potraktowany sprayem w twarz jeden z robali wycofal się w glab lozka. Spanie bylo raczej ograniczone. Czuwajac dotrwalismy do 5 rano i jakos potem przespalismy 3 godziny. Tak trwalo nasze zawieszenie broni do rana. To juz była przedostatnia noc. Ostatnia postanowilismy spedzic w kafejce internetowej i ogolnie na ulicach. Tak zeby uniknac robakow lazacych na przyklad po twarzy. Drugi dzien spedzilismy juz na wlasciwej wyspie Hong Kong. Przejechalismy sie dwupietrowym tramwajem po calej wyspie, w miedzyczasie niektorzy sie nawet zdrzemneli po trudach ciezkiej nocy. Potem po poludniu wybralismy sie na Victoria Peak podziwiac widok Hong Kongu z gory. Widok rewelacyjny. Nie ma sie co rozwodzic bo slowa i tak niczego nie oddadza. Specjalnie wybralismy taka pore zeby jednoczesnie byc na gorze w dzien i wieczorem. W nocy glownie siedzielismy w kafejce internetowej i nad ranem dopiero jakos sie zdrzemnelismy w naszej norze. O jedenastej musielismy zdac apartament. Zostawilismy bagaze w przechowalni na przystani wodolotow i powedrowalismy do miasta. Miedzy innymi przejechalismy sie najdluzszymi na swiecie ruchomymi schodami. Potem odwiedzilismy miejskie ZOO. Po poludniu odebralismy komputer i powoli zaczelismy ewakuacje z Hong Kongu. Po wyjsciu z promu zostalismy jeszcze obejrzec przedstaw-; woda i swiatlo plus muzyka. Tanczace fontanny byly calkiem fajne. Na lotnisko dotarlismy autobusem zamiast rekomendowanego pociagu "lotniskowego" -; znacznie taniej a na czasie akurat nam nie zalezalo. Po drodze jedzie sie przez tereny portowe -; dopiero tak widac jak gigantycznym portem jest Hong Kong -; kontenery ciagna sie niezliczonymi szeregami. Lotnisko to tez moloch. Prawdziwy gigant. Tak sie zaaferowalismy ogladaniem zdjec, ze malo brakowalo i spoznilibysmy sie na samolot. Szukala nas nawet kobieta z obslugi. Nie zdawlaismy sobie sprawy ze do naszej bramki idzie sie tyle czasu. Biegiem zajelo nam to ok. 10 minut. Wszyscy juz dawno siedzieli w samolocie i czekali tylko na nas :)))) Samolot wystartowal i na deser wyprawy zostalo nam tylko podziwianie rozswietlonego Hong Kongu z lotu ptaka. Jak na zakonczenie to fajna atrakcja. Trudno bylo sie oderwac od okienka. I to juz tyle co mielismy do napisania o tych calych Chinach : ) ) ) Reszta jest na zdjeciach :) ) ) Nastepne relacje mamy nadzieje, ze juz wiosna, tym razem byc moze z Indochin, moze z Indii. Trzymajcie kciuki za powodzenie przygotowan. Superkrasnale juz nie na szlaku :(((( Malgosia i Rafal |
|||||||||||||
| Ostatnia aktualizacja ( sobota, 23 grudzień 2006 ) | |||||||||||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|


