| Włoska Kampania |
|
|
|
| Nadesłał Anna Manczyk | ||||||||
| piątek, 01 grudzień 2006 | ||||||||
Strona 1 z 6 ![]() Capri ![]() Salerno No to pora ruszać na urlop. Zaraz po pracy razem z Pawłem szybciutko pędzimy na lotnisko w Balicach, choć mamy pewne obawy jak będzie ze startem samolotu, gdyż dzień wcześniej z powodu gęstej mgły nic nie startowało ani nie lądowało. Obawy rozwiewają się na lotnisku lecimy. Szybka odprawa, a ja muszę pokazać oprócz paszportu jeszcze inny dokument, bo podobno na zdjęciu nie jestem za bardzo do siebie podobna. No cóż paszport właśnie dobiega końca swojej ważności, więc nic dziwnego że 10 lat temu wyglądać mogłam ciut inaczej. Punktualnie o 18:35 nasz samolot linii Centralwings startuje do Rzymu. Nie ma to jak tanie linie lotnicze, kupując odpowiednio wcześniej lub też korzystając z promocji można zakupić bilety w naprawdę przyzwoitej cenie. Lot trwał mgnienie oka. Właściwie 1,5 godziny lotu i już widać Rzym. Samolot leci dość nisko nad stolicą Włoch, a że jest już po godzinie 20:00 więc cale miasto jest oświetlone. Pięknie widać bazylikę św. Piotra oraz Colloseum. Parę minut później lądujemy na lotnisku Ciampino zaledwie kilkanaście kilometrów od Rzymu. Wsiadamy do lokalnego autobusu, który nas wiezie do stacji kolejowej. Można oczywiście prosto z lotniska pojechać do Rzymu, ale to jest ponad 2 razy droższe. Na stacji w Ciampino już wszystko pozamykane na 3 spusty. Nie możemy kupić biletów do Salerno. Są tylko automaty sprzedające bilety na krótkie trasy. Kupujemy więc do Rzymu, aby stamtąd udać się do Salerno. Po kilkunastu minutach jazdy docieramy do dworca Roma Termini. Tutaj za pomocą automatów wyszukujemy sobie tanie połączenie do Salerno i udajemy się do okienka po bilety. Wyjeżdżamy o 23:10. Ucinamy sobie lekką drzemkę, pociąg po drodze zatrzymuje się chyba tylko raz, a trzy godziny później jesteśmy już w Salerno na południe od Neapolu w regionie zwanym Kampanią. Region ten to drzwi do prawdziwego południa Włoch. Rzymianie nazwali ten obszar campania felix, czyli szczęśliwa krainą. Przed Salernem jedziemy w bardzo długim tunelem, a kiedy ten się kończy, pojawia się dworzec, skąd odbiera nas kolega Pawła. Jeszcze parę minut jazdy samochodem i jesteśmy w mieszkaniu z pięknym widokiem na zatokę w Salerno. Można iść spać... 11.11.2005 Jak przystało na pierwszy dzień urlopu najpierw trzeba się wyspać. Za oknem świeci przepiękne słońce, a poza tym jest ciepło. Jak fajnie jest chodzić w krótkim rękawku w listopadzie. Po późnym śniadaniu czas na spacer po Salerno. To nadmorska miejscowość położona w jednej z ładniejszych części na południu Włoch. Jest to urocze miasto, gdzie historia i kultura łączy się z atmosferą włoskiego życia. W centrum Salerno znajduje się zamek Arechi z VIII wieku, zbudowany dla Longobardów i Normanów oraz Katedra pod wezwaniem św. Mateusza z XI wieku, w której znajdują się drzwi z brązu z Konstantynopola, a w krypcie złożono ciało św. Mateusza, przywiezione w X w. Obie budowle to dominujące i typowe średniowieczne sąsiedztwo, gdzie dziś panuje gwar i aktywne życie oraz cudowna atmosfera prawdziwych Włoch. Nowoczesna część miasta usytuowana jest wzdłuż morza z piękną panoramą, gdzie znajdują się parki, aleje drzew azaliowych, eleganckie budynki, restauracje i puby. W średniowieczu Salerno słynęło z najwybitniejszej w Europie szkoły medycznej Salernitana. Do tej pory znajduje się tutaj muzeum szkoły medycznej. W centrum miasta zachowała się średniowieczna dzielnica z labiryntem ciemnych i wąskich uliczek wśród budynków, które z wyglądu bardzo często przypominają rudery po części zamieszkane przez bądź co bądź całkiem nieźle wyglądających Włochów. Każdy Włoch za oknem ma wywieszone pranie, dużo prania, tak, że uliczki w jeszcze większym stopniu przypominają dzielnice biedy, choć w rzeczywistości nie są. Ciasnymi uliczkami jeżdżą auta, czasem jest tak wąsko, że kierowca musi złożyć boczne lusterka, albo też mają problem ze skręceniem w inną uliczkę. Włochów to nie zraza, tym bardziej że nie bardzo dbają o swoje auta. Większość z nich jest poobijana, z oderwanymi lusterkami, a na lakierze auta widać barwne rysy otarć z innymi samochodami. Podczas naszego spaceru trafiamy miejskiego parku, gdzie podziwiamy liczne egzotyczne drzewa i fontanny. Nasz spokój zostaje przerwany, gdyż z pobliskiej szkoły wysypuje się gromada dzieci, które po zakończonych lekcjach biegają jak szalone po całym parku. Trzech chłopców dopada biednego gołębia, który zostaje przez nich lekko poturbowany ciosami patyków. Gwar szybko milknie, gdyż rodzice zabierają dzieci do domu, a my oczywiście idziemy do włoskiej restauracji, gdzie obowiązkowo zamawiamy sobie wyśmienita pizzę margeritę ze świeżym liściem bazylii. Same pyszności. Teraz jeszcze tylko powrót do mieszkania, ale najpierw trzeba zmierzyć się z 15 minutowym podejściem pod górkę, aby tam dotrzeć. |
||||||||
| Ostatnia aktualizacja ( piątek, 08 grudzień 2006 ) | ||||||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




