Menu Content/Inhalt
Strona główna
Advertisement

Foto wypady


Chorwacja2007_Paklenica
IMG_3743_widokVelikoRujno.jpg
 

Zoo w Warszawie

 

Giza
Sfinks
 

Maroko
Próbuję "welon" panny młodej
 

Anglia - Kasia
Isle of Wight

Logowanie

Gościmy

Aktualnie jest 196 gości online
Tunezja - Ramadanowe ciasteczka PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 460
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Anna Manczyk   
wtorek, 28 listopad 2006
Spis stron
Tunezja - Ramadanowe ciasteczka
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12

24.10.2006 (wtorek)

Wstajemy wsypani rano na śniadanie, gdzie obowiązkowo jemy jajka na twardo. Cholesterol po tym tunezyjskim śniadaniu chyba nieźle skacze, tak codziennie jajka na twardo... Po śniadaniu pędzimy na dworzec kolejowy. Idąc wzdłuż murów mediny naszym oczom ukazuje się niesamowity widok. Miejsca gdzie do niedzieli były stoiska z ubraniami, butami itp. zniknęły, a pozostał niesamowity śmietnik. Dookoła mnóstwo worków, kartonów i innych śmieci. Musieli zwinąć swoje stragany przed poniedziałkowym świętem, ale brud im nie przeszkadza. Te wszystkie stoiska były tak jak u nas takim przedświątecznym jarmarkiem.
Dzisiaj jedziemy do ostatniej przed naszym wyjazdem miejscowości - Mahdii. Po godzinie i 15 minutach jesteśmy na miejscu.
Mahdija przypomina niewielką wioskę rybacką z północnego wybrzeża Morza Śródziemnego przeniesioną do uroczego, starego arabskiego miasteczka.
Główną atrakcją Mahdii jest cicha medina. Jest to wymarzone miejsce do spacerów - wystarczy tylko wybrać jedną z wąskich brukowanych uliczek i wędrować, gdzie oczy poniosą.
Zaczepiani przez ulicznych sprzedawców wchodzimy do mediny. W jednym ze sklepików Paweł kupuje drewnianego wielbłąda. Na ulicach trwa wielki jarmark, gdzie dzieci mogą kupić m.in. tandetne plastikowe zabawki na czele z karabinami i petardami. Raz po raz słychać gdzieś wybuch. Idziemy do meczetu, tu dzieci rzucają nam pod nogi petardy i mają z tego zabawę. Nam wcale nie jest do śmiechu. Idziemy również zobaczyć fort, z którego rozpościera się ładny widok na morze, miasto oraz cmentarz, przez który poprowadzono asfaltową drogę. Widać, iż drogę zrobiono dużo późnij niż cmentarz, bo niektóre groby niemalże wchodzą na ulicę. Z fortu przez cmentarz udajemy się do pozostałości starego portu Fatymidów, a później okrążając cypel z latarnią spokojnymi uliczkami mediny wracamy do centrum. Na kolorowym jarmarku wypijamy colę i zjadamy małe ostre i nadziewane kanapki. Idziemy przez kolorowy od stoisk z zabawkami jarmark. Każdy coś kupuje. Oprócz stoisk z zabawkami są również miejsca gdzie w wielkich kopcach na ziemi rozłożone są różne gatunki orzechów. Są również stoiska z lodami, które robione są na miejscu. Można również za opłata skorzystać z atrakcji - rzut kółkiem do butelki, próby siłowe itp.
Wracamy na dworzec i po pół godzinie wsiadamy do pociągu. Z każdą kolejną stacją w pociągu robi się coraz tłoczniej. Większość osób ma jeszcze dzisiaj wolne i wraca od rodzin wioząc miski wypełnione cukierkami i orzechami. Ostatnie stacje przejeżdżamy w totalnym ścisku. Na każdej stacji odjazd się opóźnia, bo ludzie muszą upchać się do środka. Z ulgą opuszczamy wagon w Moanstirze, a z nami również pokaźny tłum Tunezyjczyków. Dzisiaj już nie da się nigdzie zakupić ramadanowych ciasteczek, a w markecie zniknęła kotara zasłaniająca szafę z alkoholem.

25.10.2006 (środa)

Poranek budzi się wśród gęstej mgły. Wstajemy na ostatnie śniadanie z jajek i twarogu. Dzisiaj już nikt nawet nie sprząta w pokojach. Zdecydowanie czas wracać do domu.
Po śniadaniu idziemy na ostatnie zakupy w Jasmina Ceter oraz do marketu po wina. Odwiedzamy również bazar aby kupić ostatni raz melony. W rządowym sklepie SOCOPA Paweł kupuje drewniany koszyk z drzewa oliwnego i podstawkę. Po zakupach z których zostały całe 3 dinary idziemy na spacer do mariny, a potem na plażę, aby po raz ostatni się wykąpać w ciepłym morzu i zażyć ostatnich promieni słonecznych. Z plaży udajemy się na małą przekąskę - czyli faszerowane kanapki po 1 dinarze. Mamy ostatniego dinara na wieczorną herbatę miętową. Po powrocie do hotelu pozostaje nam spakować nasze plecaki i poczekać na obiad. Na ostatni obiad oprócz kotlecików mięsnych, jest również podejrzana potrawka z owoców morza. Nie zamierzamy jej jeść, bo wygląda dość dziwnie. Zresztą to chyba jakieś krabiki z nóżkami.
Po obiedzie idziemy wydać ostatniego dinara na dwie miętowe herbaty, delektując się smakiem w znanej już nam kafejce. Po raz ostatni idziemy też pod mauzoleum, a potem udajemy się spać na parę godzin.
Tuż przed 1 w nocy dzwoni budzik i stawia nas na równe nogi. 20 minut później siedzimy w busie wraz z panią Basią i jej mężem, a także paroma osobami z innych hoteli. Jedziemy na lotnisko. Dobrze, że jest o przysłowiowy rzut beretem. Nasz busik jest jednym z pierwszych, więc szybko się odprawiamy, załatwiamy miejsca przy oknie i udajemy się do poczekalni. Czas do wylotu jakoś tak szybko mija. Ja sobie skrobię mój dziennik, a Paweł ogląda alkohole w sklepie bezcłowym i nawet coś kupuje. Na lotnisku ruch zerowy, zbierają się tylko osoby czekające na odlot samolotu do Polski. Punktualnie o 3:45 startujemy. Samolot będzie lądował najpierw w Krakowie, a potem poleci do Warszawy. Samolot pełny, sami opaleni wczasowicze. Obok mnie siedzi pan Grzegorz, jego żona na szczęście dalej. W między czasie dostajemy posiłek - kurczaka z ryżem, a potem wszyscy drzemią. Tuż po 6 rano jesteśmy nad Krakowem i kołujemy nad rozświetlonym miastem. Temperatura na zewnątrz tylko 1 stopień. Po miękkim lądowaniu szybko wsiadamy do autobusu, który wiezie nas do budynku głównego. Uderza nas rześkie powietrze, żeby nie powiedzieć, że zimne. Senni pasażerowie dokonują odprawy, a potem czekamy na bagaże. W pewnym momencie ciszę przerywa głośny łoskot. Jednemu panu z tekturowego pudełka wypadają trzy tunezyjskie czerwone wina, które rozbijają się o podłogę. I tyle pozostało z wina zakupionego w sklepie wolnocłowym za 10 Euro na lotnisku w Monastirze. Dalsze oczekiwanie na bagaże umila zapach owego wina. W końcu wyjeżdżają nasze bagaże, odbieramy je, a następnie słynną kolejką, która bardzo często się psuje, jedziemy do centrum Krakowa, skąd autobusem zmęczeni wracamy do domu...
 
1.
P1010998.JPG
2.
P1020030.JPG
3.
P1020048.JPG
4.
P1020051.JPG
5.
P1020137.JPG
6.
P1020159.JPG
7.
P1020165.JPG
8.
P1020191.JPG
9.
P1020198.JPG
10.
P1020211.JPG
11.
P1020223.JPG
12.
P1020232.JPG
13.
P1020287.JPG
14.
P1020297.JPG
15.
P1020300.JPG
16.
P1020308.JPG
17.
P1020322.JPG
18.
P1020335.JPG
19.
P1020354.JPG
20.
P1020415.JPG
21.
P1020471.JPG
22.
P1020492.JPG
23.
P1020537.JPG
24.
P1020543.JPG
25.
P1020576.JPG
26.
P1020578.JPG
27.
P1020662.JPG
28.
P1020682.JPG
29.
P1020693.JPG
30.
P_1010999.JPG
31.
P_1020355.JPG



Ostatnia aktualizacja ( sobota, 23 grudzień 2006 )
< Poprzedni