 To ten dworzec nas wita Turystyczny wypad do Berlina ma same zalety. Po pierwsze ta stara piękna metropolia jest naprawdę warta obejrzenia, po drugie – wręcz kusząco mała odległość od naszej granicy, co wiąże się oczywiście z wysokością wydatków przeznaczonych na podróż i po trzecie - dobra baza hotelowa, co wobec krótkiego pobytu daje relatywnie niski koszt takiej eskapady. Dojazd przy takiej odległości nie jest problemem, ale trzeba wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Samochód to oczywiście komfort samej podróży, ale wobec bezkonfliktowych możliwości poruszania się po mieście komunikacją miejską - staje się bezużyteczny. No i nie trzeba myśleć o parkingach. Samolot jest droższy (to wada), ale doliczając nawet czas na pokonanie trasy z i na lotnisko i tak zyskujemy sporo na pobyt w samym mieście (zaleta). Moim wyborem jest najczęściej pociąg, a wiąże się to z: a) kosztami - na 60 dni przed planowanym terminem podroży można kupić w kasie PKP znacznie tańszy bilet specjalny (koszt w jedną stronę to ok. 30 €),b) komfortem podróży – wyjazd o normalnej godzinie i bez zarywania nocy, a na miejscu (już po przeczytaniu interesującej książki, zaległej prasy, lub po miłej drzemce) jesteśmy w środku dnia i dużo jeszcze można zdziałać,c) lokalizacją - wysiadając z polskiego pociągu na stacji Berlin Hauptbahnhof jesteśmy praktycznie w centrum miasta i w kilka, kilkanaście minut możemy zacząć realizować plan zwiedzania. Nawiasem mówiąc ten bardzo ciekawy architektonicznie (metal i szkło) budynek dworca jest dobrym miejscem na zrobienie zakupów w drodze powrotnej.
 Stacja metra na Savignyplatz Kiedy już opuścimy pociąg, wjeżdżamy na podstawowy poziom i w położonym po lewej stronie blisko głównego wyjścia kiosku oznaczonym czerwonym logo Berlin Infostore kupujemy bilet na wszystkie środki komunikacji publicznej. Powinniśmy dobrze policzyć na jaki długi czas będzie on potrzebny, bo w sprzedaży będą różne możliwości np. na określoną liczbę godzin lub dni. Ceny są dość wysokie, ale personel podpowie z jakiej opcji i promocji (bo zawsze jakieś będą) najlepiej skorzystać. Tu też otrzymamy mapki i informatorki o aktualnych atrakcjach turystycznych, kulturalnych czy sportowych. Jeśli nie zrobiliśmy tego przed rozpoczęciem podróży – teraz jest odpowiedni czas na obejrzenie planu linii metra i sprawdzenie, gdzie i czym będziemy za chwilę podróżować.Teraz znowu wjeżdżamy jeden poziom wyżej i znajdujemy właściwą linię U- lub S- bahnu, która ma nas dowieźć w docelowe miejsce. Na peronie przed wejściem do wagonu - kasujemy nasz drogocenny bilet w małym kasowniku wolno stojącym na wyższym słupku. Więcej tego biletu nie będziemy już kasować, ale musimy mieć go zawsze przy sobie i pamiętać o terminie jego ważności. Ponieważ nasz pobyt będzie krótki, nie będziemy podróżować z dużym, ciężkim bagażem, ale dla świadomości, że mamy zapewniony nocleg dobrze jest najpierw udać się do hotelu, zameldować, odświeżyć i zostawić niepotrzebne do wędrówki po mieście rzeczy.Zapewnienie sobie miejsca w hotelu podczas wypadu do Berlina jest podstawową czynnością jaką musimy wykonać jeszcze przed wyjazdem z Polski. W tak dużym mieście i przy tak dobrej bazie hotelowej oczywiście zawsze znajdziemy miejsce na nocleg (wspomniany wyżej Infostore lub pierwsza napotkana np. na dworcu lub w centrum handlowym informacja turystyczna), ale naprawdę, po przyjeździe szkoda już na to czasu.A w Polsce? Otwieramy komputer, wchodzimy np. na stronę www.venere.com i szukamy wybierając w interesującym nas terminie odpowiedni hotel kierując się jego klasą (oglądamy zdjęcia), lokalizacją (hotel powinien być blisko centrum, żeby nie katować się dalekimi przejazdami po męczącym zwiedzaniu) no i oczywiście ceną. Po dokonaniu wyboru przechodzimy określoną przez operatora procedurę rezerwacji, pilnujemy, aby jej potwierdzenie na pewno zostało nam przesłane, drukujemy je sobie (na wszelki wypadek) i ……….. przestajemy myśleć o hotelu. Co pewnie dość ważne - zaproponowany przeze mnie portal nie pobiera przy rezerwacji żadnych opłat!!! Teraz więc nie ma już przeszkód, aby rozpocząć zwiedzanie.Wybór konkretnych tras jest jak zwykle sprawą bardzo indywidualną, zależną od prywatnych celów i priorytetów. Zaproponuję więc jedynie pewne własne sugestie dotyczące zwiedzania, przyjmując założenie że:- jesteśmy w Berlinie tylko 3 dni, - będziemy się przemieszczać jak najszybciej, a więc tylko liniami U- lub S- bahnu (na każdym przystanku znajdziemy bardzo dokładnie opisane poszczególne trasy oraz możliwości przesiadek), - odcinki pokonywane pieszo będą niezbyt długie i dające możliwość odpoczynku (ok.30% powierzchni Berlina zajmują parki, lasy, rzeki i jeziora), - zobaczymy przynajmniej „obowiązkowe” punkty na rozległej mapie miasta.I tak proponuję zagospodarować już pierwsze popołudnie po przyjeździe udając się bardzo blisko (zaledwie trzy przystanki) od znanego już dworca Hauptbahnhof do Zoologischer Garten. Z tego miejsca można zrobić niedługi spacer po głównej, eleganckiej arterii miasta, aby poczuć atmosferę i przyjrzeć się mieszkańcom, obejrzeć pozostawiony po zbombardowaniu „ku przestrodze” przyszłych pokoleń kościół Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche, towarzyszącą mu całkiem nowoczesną sześciokątną wieżę i zupełnie z zewnątrz nieciekawą (ale za to trzeba zobaczyć niebieskie światło we wnętrzu!) ośmiokątną kaplicę. Idąc wraz z kolorowym i wielojęzycznym tłumem w kierunku Breitscheidplatz widzimy w perspektywie znaną z widokówek współczesną rzeźbę przedstawiającą pęknięte kajdany, a po drodze mijamy wiele ciekawych, drogich markowych i tych trochę tańszych sklepów. Tak naprawdę wart obejrzenia jest ten najstarszy Ka De We. Można sobie darować kilometry dreptania wśród ton butów, odzieży, stoisk z kosmetykami, artykułami gospodarstwa domowego oraz wielu innymi mniej lub bardziej interesującymi towarami. Nie można jednak nie obejrzeć dwóch ostatnich pięter, gdzie znajdują się ….. artykuły spożywcze! Tak, to wcale nie jest pomyłka. Wizyta w takim miejscu przekona każdego wątpiącego, że kulinaria – to dziedzina sztuki.Można też zacząć od „Berlina w pigułce”, bo z Zoologischer Garten odjeżdżają również City Busy, które łącznie z biletem na przejazd po głównych punktach miasta i oczywiście komentarzem przewodnika oferują atrakcyjne zniżki np. do niektórych sklepów, barów, klubów itd. Cała ta trasa jest bardzo krótka i nawet dla osoby po kilkugodzinnej podróży, nie powinna być zbyt męcząca. Jeśli więc mamy jeszcze siłę, to podjedźmy - już tylko jeden przystanek w kierunku zachodnim - do stacji Savignyplatz aby zobaczyć całkiem inny Berlin i aby zjeść na koniec męczącego dnia coś bardzo pysznego. To malutka, naziemna stacja, ale naprawdę warto obejrzeć jak ciekawie ozdobione są jej mury (w rzeczywistości są to ściany stojących tu budynków). Kiedy już z peronu zejdziemy w dół, znajdziemy w okolicznych uliczkach największe chyba w mieście zagęszczenie barów, kafejek i restauracji. Tu w leniwej drobnomieszczańskiej atmosferze, przy doskonałej kuchni mieszkańcy bawią się i odpoczywają.Drugiego dnia możemy już zobaczyć o wiele więcej.Zaczynamy od supernowoczesnego Potsdamer Platz, którego architektura dużo mówi o kierunkach obowiązujących w ostatnich kilkunastu latach i kierujemy się w stronę Bramy Brandenburskiej. Po drodze warto zatrzymać wzrok na nieco śmiesznej biało – żółtej bryle kompleksu Kulturforum, w którym wokół starego XIX wiecznego kościoła zlokalizowane są między innymi Filharmonia, Biblioteka Narodowa i Nowa Galeria Narodowa.Brama Brandenburska, kiedyś zwykła rogatka, dzisiaj ma wymiar historyczny, ale i symboliczny. Stąd pewnie tłumy turystów okupujące praktycznie cały czas przyległy Pariser Platz fotografujące się z „amerykańskimi” i „radzieckimi żołnierzami”. Jest tak ciasno, że z trudem uda się znaleźć miejsce do przyjrzenia się Wiktorii Kwadrydze umieszczonej na szczycie.Mijając bramę koniecznie spójrzmy w lewo w główną oś wielkiego parku Tiergarten - ulicę 17 czerwca. W perspektywie widać wtedy ogromną (67 m.) kolumnę zwycięstwa Siegessäule z ukochaną przez mieszkańców „Złotą Elzą”. Spod Bramy Brandenburskiej już bardzo blisko do placu Republiki z budynkiem Reichstagu. Kolejka do wejścia do kopuły widokowej na szczycie jest co prawda zawsze dość długa, ale dla chętnych - widoki z góry warte są czekania. W pobliżu dobrze jest się zatrzymać przy niezwykłym miejscu pamięci poświęconym ofiarom prób przedostania się do Berlina Zachodniego w okresie „zimnej wojny”.Warto również zobaczyć cały kompleks budynków rządowych. Są pięknie wtopione w zieleń, a połączenie ciężkiej bryły Reichstagu z lekkością błękitnych linii prostych nowoczesnej architektury robi wielkie wrażenie. Ponieważ jesteśmy w pięknej zielonej okolicy północno - wschodnich krańców Tiergarten trzeba tu koniecznie coś przekąsić i odpocząć przed dalszą drogą.Idąc teraz przedłużeniem ulicy 17 czerwca, jesteśmy już na Unter den Linden w jej początkowym odcinku. Skręcamy we Friedrichstraβe aby dostać się do linii U-bahn i jedziemy obejrzeć zupełnie niepowtarzalne miejsce pamiętane z niedalekiej przecież historii: Checkpoint Charlie. To miejsce robi naprawdę wrażenie mimo, iż muru od dawna tu nie ma. W dniu trzecim, zależnie od tego jaką jego część możemy przeznaczyć na zwiedzanie zrobimy cały, lub pół (tzn. bez wizytowania muzeów) zaplanowanego programu. Jedziemy do wschodniego Berlina. Zaczynamy od Alexanderplatz, który jest obecnie dość ponurą prawie pustą przestrzenią, choć jeszcze niedawno był najważniejszym placem stolicy Niemiec Wschodnich. Z każdej jego części widać wieżę telewizyjną, której chyba jedyną dla turysty zaletą jest taras widokowy na szczycie. Na szczęście bardzo blisko znajduje się co prawda dziewiętnastowieczny, ale wzorowany na włoskim renesansie Rotes Rathaus (nazwa od koloru cegły) oraz jeden z dwóch najstarszych w Berlinie kościołów. Co do ratusza, to jest w Berlinie jeszcze jeden bardzo ważny, położony w zachodniej części miasta. To górujący nad placem Johna Kennedy`ego – Rathaus Schöneberg – dawniej ratusz Berlina Zachodniego. Tam miało miejsce historyczne przemówienie amerykańskiego prezydenta w 1963 roku, podczas którego padły słowa „Ich bin ein Berliner”. Kierując się nieco na południe wkraczamy do zupełnie innego świata. To urocza niewielka dzielnica Nikolai. Trochę tam baroku, trochę architektury neoklasycystycznej, wąskie uliczki, małe sklepiki, no i drugi spośród tych dwóch najstarszych kościołów (oczywiście pod wezwaniem św. Mikołaja).Idziemy nadbrzeżnymi bulwarami w kierunku Wyspy Muzeów. Pierwsza wyłania się wielka, masywna bryła katedry berlińskiej, kryjącej w kryptach sarkofagi członków dynastii Hohenzollernów, następnie widzimy równie monumentalne budynki muzealne, spośród których największe to Muzeum Pergamonu. Zwiedzanie tylko tego ostatniego przez kilka godzien, to i tak jedynie wycinek oferowanych możliwości. Z braku czasu trzeba nieraz obejrzeć Wyspę Muzeów jedynie z zewnątrz. Jesteśmy bardzo blisko Unter den Linden (z drugiej strony niż wczoraj) wiec wracamy na tę piękną szeroką aleję, która w tej części zabudowana jest wieloma wspaniałymi gmachami i pałacami. Znajdują się tu Opera, Stara Biblioteka Królewska, a po przeciwnej stronie przepiękny pałacowy fronton Uniwersytetu Humboldta. Przy pomniku Fryderyka Wielkiego skręcamy w lewo i docieramy do ostatniego punktu wędrówki, do przepięknego skweru Gendarmenmarkt. Zachwycamy się architekturą obu bliźniaczych katedr (francuskiej i niemieckiej), Konzerthausu, odpoczywamy w jednej z kafejek, jeśli mamy szczęście, to usłyszymy jeszcze słynne dzwony katedralne. Zupełnie ostatnim punktem tej krótkiej wyprawy do Berlina, która (mam nadzieję) odpowiedziała na pytanie zawarte w tytule, jest ustalenie co należy zobaczyć w Berlinie następnym razem! A zostało jeszcze duuużo do obejrzenia.A więc do następnego razu! |