Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Europa arrow Inne kraje Europy arrow Moja podróż na Korsykę
Advertisement

Foto wypady


Kalifornia
kasyno w miasteczku Rino
 

Nurkowanie - Egipt
Zebrasoma xanthurus
 

Galeria Egipt 2004
Luksor
 

Kalifornia
"midway of fun"-wesołe miasteczko
 

Włoska Kampania
Pozzuoli - wyziewy wulkanu Solfatara

Logowanie

Gościmy

Aktualnie jest 112 gości online
Moja podróż na Korsykę PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 11
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Aseretka Aseretka   
środa, 21 styczeń 2009
Spis stron
Moja podróż na Korsykę
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Image
Dopływamy - coraz bliżej port w Bastii.
W drodze na Korsykę spędziliśmy 3 noce nad Jeziorem Maggiore i kolejne 3 w Lamporecchio w Toskanii. W drodze powrotnej 3 noclegi mieliśmy zarezerwowane w San Vincenzo, a następne trzy w Natterer See w Austrii. Nawet przy założeniu, że spędzilibyśmy 21 na Korsyce koszt w Eurocampie byłby ten sam a nawet niższy, bo w Austrii rezerwowany był mobilhoum. Troszkę też zaoszczędzilibyśmy na paliwie, ponieważ camping Parc Albatros jest odległy od Livorno o ok. 65 km na południe, czyli oszczędności wyniosłyby ok. 15 euro ( 12 l paliwa * 1,25 euro ).
Cała  wyprawa, oprócz Korsyki, pozwoliła nam na zobaczenie:
  • prześlicznej La Isola Bella oraz i La Isola dei Pescatori na Jeziorze Maggiore;
  • cudnego klasztoru Certosa di Pavia położonego w okolicach Mediolanu;
  • snobistycznego Portofino na Włoskiej Riwierze;
  • owianej legendą gwałtowności Pistoi w Toskanii;
  • Vinci – uroczego położonego wśród toskańskich wzgórz miejsca wychowania geniusza renesansu;
  • klimatycznego  toskańskiego Piombino ( miejscu, w którym się zakochałam i do którego chcę powrócić );
  • malowniczego miasteczka Rattenberg w Austrii;
  • Kitzbuhel - jednego z najbardziej znanych i popularnych, a jednocześnie najstarszych ośrodków sportowych w Austrii;
  • bajecznych Wodospadów Krimmler Ache.

  Nasze wydatki to:
  • 21 noclegów z Eurocampu  304,20 euro po kursie 3,61 zł = 1100,00 zł
  • nocleg w Niemczech 132,00 euro  po kursie 3,30 = 436,00 zł
  • wcześniejsza rezerwacja, która obejmuje ubezpieczenia KL  = 160,00 zł
  • na paliwo za granicą, autostrady i parkingi wydaliśmy 541,83 euro po kursie 3,30 zł = 1788,00
  • jedzenie ( bez szaleństw, ale i bez szczególnych oszczędności )  308,50 euro = 1018,00 zł
  • wstępy 117 euro  = 386,00 zł
  • prom na Korsykę 352,10 euro po kursie 3,68 zł = 1296,00 zł
  • winietka na Szwajcarię  100,00 zł
  • paliwo w Polsce  650,00 zł


Razem w zaokrągleniu 6930,00 zł, co przy podziale na 6 osób daje 1155,00 zł na osobę. Do tego należy doliczyć trochę prowiantu zabranego z Polski maksimum za 800,00 zł, co podwyższa koszy o ok. 150,00 zł na osobę.

Jak za te pieniądze wrażeń z podróży wiele.  Skupmy się jednak na dniach spędzonych na Korsyce.

Image
Palombagia - jedna z najpiękniejszych plaż na Korsyce.


Dzień 1 – piątek.

Dziś opuszczamy camping Barco Reale w Lamporecchio. Budzik nastawiony na 7:00 i o tej godzinie zrywamy się z bratową. Reszta towarzystwa wstaje na gotowe śniadanko o 7:30. Jajecznica na boczku ( skwareczki stopione i zapasteryzowane w słoiku ) to bardzo dobre pożywienie przed całodzienną podróżą.  Bratowa rozstawia talerze, kubki i sztućce. Ja wybijam na patelnię 15 jaj i gdy zaczynają się ścinać wrzeszczę na cały głos: Pobudka!!!! Z ociąganiem wstaje reszta towarzystwa, w tym z największym ociąganiem dwie moje wnuczki: Zuzia i Celina. Pół godziny na śniadanie oraz pozmywanie garów wystarcza i kilka minut po  8:00 jesteśmy gotowi do drogi do Livorno. Prom odpływa o 11:00, a w porcie powinniśmy być najpóźniej na godzinę przed odpłynięciem. 70 km powinniśmy przejechać maksimum w 1,5 godziny, więc mamy jakieś 30 minut rezerwy.

Jedziemy drogą na Empoli, potem S67 i S40 na Livorno. Czas jest dobry. Żadnych korków na drodze więc w Livorno jesteśmy o 9:20. I tu zaczynają się schody... Jak napisano w informacji dołączonej do biletów na prom powinniśmy się kierować znakami na: Porto, Corsica & Sardinia Ferries oraz Stazione marittima.  Owszem, żółto-niebieski znak na przewoźnika Corsica & Sardinia Ferries jest ale po jakimś czasie zanika i ni kita nie wiadomo, jak dalej dojechać do terminalu. Po prawej stronie drogi, na nabrzeżu widzimy nawet nasz prom, tylko problem, jak się do niego dostać. Stajemy przy jakieś bramce do portu i pytamy siedzącego w budce osobnika. Niestety nie rozumie ani po angielsku, ani po niemiecku. W odpowiedzi na pokazany planik szwargocze coś po włosku popierając swoje słowa gestami. W lewo, w prawo, potem znowu w prawo i w lewo... Za cholerę nie zapamiętam. Krążymy kilkanaście minut w okolicach portu. Stojąc na światłach pytam się stojącego obok Włocha o dojazd. Też nie zna angielskiego, ale gestem pokazuje kierunek. Znowu widzimy nasz żółto-niebieski prom w pobliżu, ale ciągle nie wiemy, jak do niego dotrzeć. Następny pytany Włoch, każe nam zawrócić i na światłach skręcić w lewo. Zaczynam się denerwować, bo dochodzi już 10:00 i do odprawy zostało coraz mniej czasu. Zawracamy i powtórnie pytamy się o drogę do terminalu na stacji benzynowej. Na szczęście pan mówi tam po angielsku i tłumaczy nam jak dojechać. Ufff... o 10:10 dojeżdżamy do terminalu!

Mimo, że prom odpływa o 11:00 nie zaczęto jeszcze załadunku. Samochodów nawet nie tak dużo. Spodziewałam się większej kolejki. Stoimy więc na nabrzeżu i podziwiamy „Wielką Smeraldę”, którą będziemy płynąć na Korsykę. Prom jest olbrzymi - długi na ok. 50 samochodów i wysoki na 8-10 pięter. Za nami ustawia się jeszcze kilka samochodów i obok następny rządek. Wydaje się, że nie tylko my mieliśmy problemy z dotarciem do terminalu. Mogę tak sądzić, bo chyba ze trzy osoby pytały się mnie, czy to na pewno jest prom odpływający do Bastii.

Załadunek zaczyna się około 10:20 i przebiega bardzo sprawnie. Zostawiamy samochód w ładowni i wspinamy się schodami na górny pokład, mijając po drodze trzy poziomy z kabinami osobowymi. Kolejny poziom to restauracje, sklepy, sala telewizyjna. Następne dwa piętra prowadzą na deck, gdzie można skorzystać z leżaków. Pogoda jest piękna, więc z radością sadzamy na nich tyłki. Duchota jest tak okropna, że chcielibyśmy już odpłynąć i doznać owiewu morskiej bryzy.

Odpływamy 10 minut przed czasem i zastanawiam się, co z osobami, które ewentualnie wykupiły bilety, a nie dotarły do terminalu na czas. Właściwie to nie nasz problem, ale co by było, gdybyśmy my przez to błądzenie dojechali do terminalu kilka minut przed 11:00.

Zostawiamy za sobą Livorno z portowymi żurawiami, latarniami morskimi i zacumowanymi na nabrzeżach statkami. Jak podaje Hołowczyc z Livorno do Bastii jest 120 km, będziemy więc płynęli z prędkością 30 km/h.


Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 01 luty 2009 )
< Poprzedni   Następny >