Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Europa arrow Inne kraje Europy arrow Principality of Sealand
Principality of Sealand PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 9
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał TOMASZ FOCZPANSKI   
środa, 10 grudzień 2008
ImageOpowiedziałem znajomym o swojej ostatniej podróży, opisałem na gorąco wrażenia, pokazałem fotografie. Naczytałeś się Ludluma i tyle - skwitowali. Kiedy jeszcze dodałem, że miejscem moich odwiedzin był punkt położony w odległości jedynie kilku mil od wybrzeża - wymownie popukali się w czoło. To co opowiadasz, owszem pasuje, ale do opowieści fantastycznej przeniesionej z dawnych lat do współczesności.
Jednakże zdarzyło się to w rzeczywistości
ImageW internecie na popularnym portalu, gdzie można kupić i sprzedać niemal wszystko natrafiłem na monetę o nominale 1 dolara. Nie był to dobrze znany dolar amerykański, lecz z obco mi brzmiącą nazwą Principality of Sealand. Cena za monetę 250 złotych. Na monecie łacińska dewiza Księstwa:  Ex mare libertas - Z morza wolność. Na awersie profil kobiety. Nie, nie znam tej osoby z historii, nikogo mi nie przypomina. Chyba każdy przyzna, że zaczyna być to ciekawe.
Każdą wyprawę, choćby najkrótszą wycieczkę należy podjąć będąc uzbrojonym w wiedzę o miejscu przeznaczenia.
Tak też zrobiłem. Internet to potęga. Klikam na hasło: Sealandia i wiem już ....prawie wszystko.
To państwo o powierzchni 0,0056 kilometra kwadratowego leży na Morzu Północnym w odległości zaledwie kilku mil od wybrzeży Wielkiej Brytanii. Jak się okazuje ta odległość od ponad 40 lat ma olbrzymie znaczenie. Dlaczego? Otóż władca Księstwa przeszło 80 - letni dziś Roy Bates, były major brytyjski w 1965 roku założył stację radiową - Radio Essex nadające z platformy wiertniczej. Był to biznes niesamowity w tamtych latach. Radio nadawało muzykę non-stop całą dobę, co było ewenementem i w dodatku było słyszalne niemal na całej wyspie.
Niestety stacja stała sie solą w oku miejscowych władz. Óczesna i tamtejsza odpowiedniczka naszej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji uznała, że rozgłośnia nadaje z wód terytorialnych Wielkiej Brytanii i nakazała demontaż stacji. Zabrakło dosłownie 100 metrów do ......świętego spokoju.
Roy Bates, wówczas jeszcze nie będący Jego Książęcą Wysokością, dał władzy pstryczka w nos przenosząc nadajnik na platformę położoną w odległości 6 mil od brzegu. Tu już prawo brytyjskie nie działało.
    2 września 1967 roku opuszczona dawna wojskowa platforma o nazwie Roughs Tower stała się Księstwem. Błogi spokój został zakłócony oddaniem strzałów z terytorium Selandii w kierunku brytyjskiego kutra straży przybrzeżnej. Zdaniem Księcia Pana, statek naruszył wody terytorialne Principality Of Sealand bez zgody władz, czyli ...jego.
Sprawa trafiła do Sądu. I tu zdumienie dla wszystkich nie wyłączając zapewne Roya Batesa. Sąd Jej Królewskiej Mości uznał, że nie niest władnym rozpatrzenia sprawy, ponieważ......zdarzenie miało miejsce poza Wielką Brytanią!!! Książę został uniwinniony.
Książę triumfował.
    Do dzisiaj  Wielka Brytania twierdzi, że Sealandia de facto nie istnieje, a druga strona wprost przeciwnie. Spór nie ma  jednak tak naprawdę wielkiego znaczenia.
        Organizacja wyjazdu okazuje sie sporym przedsięwzięciem. Żadne biuro podróży nie ma w ofercie wyjazdu do tego kraju. Mało kto wie gdzie Sealandia leży. W zasadzie w każdym miejscu spotykam się ze zdziwieniem. W jednym miejscu, chyba pasjonat dawnego Radia Essex usmiecha sie, kiwa głową, ale pyta - po co? Faktycznie, to w sumie betonowa płaszczyzna o wymiarach 40 na 140 metrów wsparta na dwóch filarach. Takie piłkarskie boisko bez źdźbła trawy. Nawet jak podczas międzynarodowego meczu powiewa nad nim flaga.
    W końcu udaje mi się za zgodą Księcia Regenta wspólnie z pracownikami budowlanymi drogą powietrzną dostać na miejsce. Na początek niespodzianka, a może tylko zdziwienie wynikające z przestrzegania przepisów prawnych przez tutejsze władze. Kontrola paszportowa. W końcu każdy kraj ma prawo regulować przepływ ludności.
Sealandia to prawdziwe państwo. Ma nie tylko władców - nieważne, że jak niektórzy twierdzą marionetkowych, ale także godło, flagę i hymn.
Barwy Sealandii to czystość, czyli biel, czerwień królewska i piracka czerń.
Principality of Sealand emitowało swego czasu też znaczki pocztowe. Dzis to rarytasy dostępne jedynie wśród kolekcjonerów.
Sealandia ma oczywiście też konstytucję, zgodnie z którą kraj jest monarchią konstytucyjnną.
    Betonowa platforma z powietrza wydawała się maleńka. Teraz mam wrażenie, że jest jeszcze mniejsza. Tu gdzie stoję do granicy państwa w każdą stronę jest kilkadziesiąt metrów. Wrażenie raczej przygnębiające. Szarość i rdza. W dodatku wiatr chce urwać głowę. Być wyrzuconym z kraju przez podmuch wiatru - to by był chyba wstyd. Trzymam się kurczowo barierki, albo jak kto woli granicy państwowej.
Schodzimy w dół wchodząc do wnętrza jednej z dwóch podpór. Z zewnątrz tego nie widać. Pomieszczeń jest mnóstwo i imponują ...wielkością.
Co się w nich znajduje? To nie tajemnica jak mówi mój cicerone. Od 10 lat Sealandia czerpie dochody i egzystuje dzięki zainstalowanym tu serwerom komputerowym. Kiedyś było tu nadzwyczaj skromnie, aczkolwiek były czasy kiedy kraj zamieszkiwało nawet blisko 100 osób.
Sealandia to pierwsze cyberpaństwo w świecie. Wszystko poza kontrolą. Robisz co chcesz i nikomu nic do tego , przekonuje mój rozmówca.
Nie ma się czego bać, to już nie te czasy jak dwadzieścia lat temu kiedy to Księcia porwano helikopterem i wywieziono do lasu. Zresztą nasz Książę Pan nie od macochy i potrafił się odgryźć. Ściągnął swoich dawnych kolegów z wojska i to samo zrobili z zamachowcami. Też do lasu. Ech, były to czasy! Teraz tylko internet. Wirtualny świat. Nie ma już miejsca na real.
Ale, ale dzięki Sealandii mamy wolną trybunę dla Tybetu. I nic nam nie zrobią, za ..Chiny. Fajnie, nie?
Jak chcesz to możesz wykupić miejsce na serwerze. Jak dla ciebie 1000 Funtów za miesiąc. Bez obawy. Policja nie wpada tu. Zabraniamy tylko pornografii dzieciecej i wysyłania spamów.
Może potrzebne ci prawo jazdy? Okazuje się, że Księstwo oprócz paszportów wydaje także dokumenty uprawniające do kierowania pojazdami mechanicznymi. Niestety jeżeli ktoś nie posiadł tej umiejetności w swoim kraju tu jej nie nabędzie. Samochodem mimo wszystko trudno byłoby się tu poruszać.
A propos paszportu. Niechlubnym posiadaczem Sealandzkiego dokumentu był między innymi zabójca Gianniego Versace jednego z najznamienitszych projektantów mody. Także bułgarscy, tureccy i rosyjscy mafiosi upodobali sobie te paszporty.
Pamietaj, że jednak były też dobre strony tego zagadnienia - przekonuje mój przewodnik. Mieszkańcy Hongkongu posługiwali sie naszymi paszportami podczas ucieczki przed Chińczykami.
Czy mógłbym dostąpić zaszczytu i poznać władców? - pytam.
Niestety para książęca coraz rzadziej przebywa na platformie. Książe ma juz ponad 83 lata, a księżna Joan 75. Na stałe mieszkają w Hiszpanii.
Planują sprzedanie Sealandii. Servis Pirate Bay rozpoczął zbiórkę pieniędzy na zakup Sealandii. Koszt około 750 mln Euro. Ta szwedzka firma ma zamiar emitowac stąd filmy i muzykę. Cóż powrót do wirtualnego świata
Szkoda, że nie będzie mi dane spotkać Księcia. Ale, zaraz zostawił ci coś i prosił aby ci to przekazać - informuje mój nieodłączny towarzysz. Szara duża koperta. W środku dokument urzędowy Principality of Sealand mocą którego Książe Roy nadaje mi tytuł Lord of Sealand. Nie jest to byle co - mówi mój przewodnik zerkając mi przez ramię. Wiesz w Szkocji to każdy może być Lordem, wystarczy że kupisz kawałek ziemii z przywiązanej do niej tytułem. Tu dostałeś go od władcy tego Kraju. Piękne i..prawdziwe zarazem.



Sytuacja prawna Księstwa nie jest uregulowana, prawnicy nie są zgodni co do legalności władzy Księcia Roya. Jednak według opinii prawnych, zgodnie z obowiązującym prawem w momencie zajęcia opuszczonej platformy, ogłoszenie suwerenności było możliwe. Przy takiej interpretacji Sealandia jest dalej niezależna, pomimo rozszerzenia pasa wód terytorialnych przez Wielką Brytanię.



Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 01 luty 2009 )
< Poprzedni   Następny >