Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Afryka arrow Egipt arrow Od Alexandrii do Abu Simbel
Od Alexandrii do Abu Simbel PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 8
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Dariusz Maryan   
sobota, 19 kwiecień 2008
Spis stron
Od Alexandrii do Abu Simbel
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Strona 15
Strona 16
Strona 17
Strona 18
Strona 19
Image
Abu Simbel
Pomysł podroży do Egiptu na własną rękę narodził się prawie rok przed wylotem. Ponieważ takie podróżowanie niesie ze sobą o wiele więcej wyzwań, niż zorganizowana wycieczka należało się odpowiednio przygotować. Po pierwsze ustaliliśmy wspólnie z żoną co chcemy w tym kraju zobaczyć. Na zwiedzanie przeznaczyliśmy 16 dni a na wypoczynek w Hurghadzie 5. Okazało się, że wybór miejsc, które mieliśmy odwiedzić nie jest taki prosty.


 Z góry wiedzieliśmy, że z wielu wspaniałych miejsc trzeba będzie zrezygnować. Ostatecznie padło na: Kair, Gizę, Dahszur, Sakkarę, Medum, Liszt, Abu Sir, Memfis, Aleksandrię, Wadi Al. Natrun, Luksor, Abydos, Dendera, Edfu, Kom Ombo, Asuan i Abu Simbel. W planie mieliśmy również wypad do Safagi w celu odwiedzenia brata mojego egipskiego przyjaciela. Po ustaleniu miejsc należało się zastanowić nad datą wyjazdu. Wybraliśmy przełom września i października za względu na nieco niższe temperatury za dnia. Po rezerwacji okazało się jednak, że wpakowaliśmy się w ramadan (całe 21 dni). No cóż przynajmniej zobaczymy to wydarzenie z bliska i zobaczymy czym to pachnie. Następnym etapem było zbieranie informacji o zwiedzanych miejscach i lokalnych zwyczajach i kulturze. Pomagały mi w tym przede wszystkim strona internetowa http://lexicorient.com/  oraz przewodnik po Egipcie z Gazety Wyborczej. Cennym źródłem informacji były również Forum Egipt i inne strony internetowe poświęcone temu krajowi. Uzbrojony w wiedzę teoretyczną zacząłem przygotowywać ekwipunek. Poza standardowym wyposażeniem, przekupiłem sporo alkoholu i leków[1] (na zemstę rzecz jasna). Przelot do Egiptu wykupiliśmy w biurze podroży VIVA TOURS. Wylatywaliśmy z Katowic o godzinie 11:40 a przylot był zaplanowany na 15:55.

[1] Nifuroksazyd, Antinal

Lecieliśmy liniami Koral Blue. Jedyny Hotel, który mieliśmy zarezerwowany to La Perla w Hurgadzie (***HB). W miastach, które mieliśmy odwiedzić planowaliśmy szukać lokum ma miejscu. 21 września 2007 roku wraz ze znajomym opuściliśmy Polskę i polecieliśmy w nieznane. Lot trwał cztery godziny i przebiegł bez żadnych problemów. Na pokładzie samolotu otrzymaliśmy posiłek i napoje. Widoki rozciągające się z okien samolotu były cudowne. Szczególnie zachwycił mnie widok niezliczonych wysepek otoczonych błękitem Morza Śródziemnego.

Po wylądowaniu wszyscy udawali się do odprawy, po czym każdy musiał kupić egipską wizę (15$). Ja na szczęście miałem ten luksus, że nie musiałem pchać się do tej kolejki ponieważ biuro podróży zapewniło mi wizę gratis. Choć miałem co do tego pewne wątpliwości, wszystko poszło sprawnie i jako pierwsi mieliśmy wizy i mogliśmy powitać Egipt. Pierwsze wrażenie nie było imponujące –piasek, piasek i jeszcze raz piasek, a do tego jakieś sterczące betonowe monstra. Cóż nie zamierzaliśmy tu jednak nocować i zaczęliśmy dopytywać się naszej rezydentki o transport  w pobliże przystanku autobusowego. Nasz przewrotny plan zakładał, że w dwie godziny po wylądowaniu w Egipcie znajdziemy przystanek, kupimy bilety, coś zjemy i znajdziemy odpowiedni autobus. Poprosiliśmy więc rezydentkę o podwiezienie nas jak najbliżej Daharu gdzie ów dworzec miał się znajdywać. Biedna kobieta jednak nie potrafiła zrozumieć, że nie mamy zarezerwowanego hotelu na dzisiejszą noc i chcemy zamiast odpoczywać na basenem pchać się w ryzykowny nocny przejazd do Kairu. Cóż tylko my w całym autokarze mieliśmy inne plany. W końcu udało się jakoś z nią porozumieć (a nie było to łatwe) i zawieziono nas do Sakkali, gdzie jak nas zapewniała znajdziemy punkt sprzedaży biletów. No i wysadzili nas na środku drogi, dali walizy i pojechali. Zostaliśmy sami w obcym miejscu z tobołami i co teraz. W jednej chwili wszyscy kierowcy taksówek zaczęli się zatrzymywać i trąbić na nas. Jednak my ryzykując życie przedarliśmy się na druga stronę ulicy i podreptaliśmy w kierunku punktu sprzedaży biletów. Trochę to trwało zanim zorientowaliśmy się, że odrapany barak bez okien na rogu ulicy to właśnie to miejsce. Już mieliśmy odchodzić kiedy zaczął biec w naszym kierunku jakiś jegomość i coś strasznie za nami krzyczał. Bez namysłu zaproponowałem ucieczkę, ale ciężka waliza mi to utrudniła i nas dopadł.

Okazało się, że był to sprzedawca biletów! Zapytał dokąd chcemy jechać. Wciąż jednak nie mogłem w to uwierzyć i dopiero po kolejnym zapewnieniu, że faktycznie sprzedaje bilety powiedziałem, że do Kairu i potrzebujemy 3 biletów na 1930. Autobusy kursowały co dwie godziny a na ten o 1700 już nie było szans. Bilet kosztował 60 LE. Po zakupie biletów z nową nadzieją postanowiliśmy znaleźć dworzec autobusowy w Daharze. Tym razem postanowiliśmy powierzyć to zadanie taksówkarzowi, który za 20 LE z uśmiechem na twarzy zawiózł nas gdzie trzeba. Na autobus mieliśmy jeszcze trochę czasu, postanowiliśmy więc poszukać jakiegoś sklepu lub knajpki. Okazało się to nie takie proste, w ramadanie bowiem życie zaczyna się dopiero po 1900 czyli po ramadanowej kolacji. W czasie gdy próbowaliśmy znaleźć coś do jedzenia Egipcjanie właśnie jedli i nic, żadna siła nie mogła ich ruszyć od stołu. W końcu po około kilometrze marszu znaleźliśmy jakiś sklepik i zakupiliśmy nieco prowiantu w postaci ciastek i drożdżówek oraz napoje. Ponieważ szliśmy z bagażami nie mieliśmy ochoty zapuszczać się dalej i wróciliśmy na dworzec. Autobus, którym mieliśmy jechać do Kairu należał do lini El Gouna Transport Co. Na dworcu w końcu coś zjedliśmy i nieco odpoczęliśmy.



Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 20 kwiecień 2008 )
< Poprzedni   Następny >