Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Afryka arrow Egipt arrow Od Alexandrii do Abu Simbel
Advertisement

Foto wypady


Kazimierz Dolny
Kazimierz Dolny nad Wisłą
 

Kair by night
Bazar Chan al-Chalili (Khan El Khalili)
 

Giza
Piramida Cheopsa
 

Wypady
Chatka
 

Wietnam
Pola ryzowe w Sapa

Logowanie

Gościmy

Aktualnie jest 202 gości online
Od Alexandrii do Abu Simbel PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 9
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Dariusz Maryan   
sobota, 19 kwiecień 2008
Spis stron
Od Alexandrii do Abu Simbel
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Strona 15
Strona 16
Strona 17
Strona 18
Strona 19
 

Wewnątrz katakumb znajduje się prawdziwa perełka niesamowity grobowiec gdzie motywy egipskie mieszają się z greckimi. Możemy tam zobaczyć brodate węże na ścianach przedsionka przy wejściu do komory wewnętrznej, które  oplatają szyszkę sosnową Dionizosa i różdżkę Hermesa, a na głowie mają podwójne korony Górnego i Dolnego Egiptu. Nad nimi widnieją Meduzy na okrągłych tarczach. Wnętrze komory grobowej zajmują trzy wykute w skale sarkofagi w styli rzymskim –ozdobione motywami kwiatów i owoców. Wewnątrz grobowca można zobaczyć Anubisa z głową psa, odzianego w strój rzymskiego legionisty z mieczem, kopią i tarczą. Z drugiej strony widać boga Sobeka również w stroju rzymskiego żołnierza. Bez wątpienia grobowiec był jednym z piękniejszych zabytków jaki zobaczyłem w Alexandrii. Po wyjściu na zewnątrz wciąż pod wrażeniem tego co zobaczyłem prze chwilą pojechaliśmy prosto do kolejnych wykopalisk Kom el-Dikka. Wejście na teren wykopalisk kosztowało 15 LE. Główną atrakcją jest niewielki teatr rzymski z II wieku z dobrze zachowaną mozaika podłogową. Tuż za teatrem znajduje się wspaniała mozaika odsłonięta na podłodze rzymskiej willi (10LE) ze wspaniałymi ptasimi motywami. W tym miejscu naprawdę czuje się klimat dawnego Imperium Romanum. Przy wejściu na teren wykopalisk znajdują się posągi niedawno wyłowione z wody niedaleko fortu Kaitbaj. Po opuszczeniu wykopalisk powoli dobijała godzina 1500. Zwiedzanie miasta bez przerwy od siódmej rano powoli dawało się we znaki. Postanowiliśmy zrobić więc krótką przerwę na małe co nieco. Szybko znaleźliśmy mało egipski lokal z szybkim jedzeniem, w którym przysiedliśmy na pół godzinki.

Po przerwie tempo zwiedzania nieco się zwolniło. Nadmorską promenadą spacerkiem poszliśmy zobaczyć Bibliotekę Aleksandryjską. Po drodze zajrzeliśmy do wytwornego hoteli Cecil oraz przyjrzeliśmy się z zewnątrz meczetowi Ibrahima. Spacer promenadą był wspaniałym przeżyciem widoki rozciągające się po obu stronach były niesamowite. W końcu dotarliśmy do biblioteki, która obecnie jest na wskroś nowoczesną konstrukcją. Można zaryzykować stwierdzenie, że na tle innych budowli Alexandrii wygląda wręcz futurystycznie –szkło, stal i woda pięknie ze sobą harmonizują. Ostatnim miejscem, które chcieliśmy tego dnia zobaczyć był Park Montaza, który otacza Pałac chedywa Abbasa II, który obecnie pełni funkcję kolejnej rezydencji prezydenta. Przepiękne miejsce gdzie można się zrelaksować i napawać oczy pięknymi widokami. Wstęp do parku kosztuje 5 LE. Tutejsza prywatna plaża jest jedną z najczystszych w mieście. W parku zostaliśmy aż do zachodu słońca. Opuszczając park wszyscy byliśmy już mocno zmęczeni. Jednak trzeba było jeszcze pomyśleć o jakimś prowiancie na podróż. Po drugiej stronie ulicy zobaczyliśmy spory kompleks handlowy, w którym zrobiliśmy niezbędne zakupy: woda, woda i jeszcze raz woda. Po powrocie do hotelu odebraliśmy bagaże z przechowalni i chwilę odpoczęliśmy w recepcji. Co prawda do odjazdu pociągu mieliśmy jeszcze sporo czasu ale nie chcieliśmy żadnych nieplanowanych niespodzianek więc pożegnaliśmy się z obsługą i ruszyliśmy na dworzec.

Pociąg przyjechał z niewielkim opóźnieniem. Przy pomocy uprzejmego pana, który podróżował do Kairu znaleźliśmy swoje miejsca i mogliśmy w końcu się odprężyć. W tym miejscu pojawił się jednak pewien problem. W wagonie było chyba z dziesięć stopni. Czułem się jakbym zasiadł na wygodnym fotelu w lodówce. Rozejrzałem się po wagonie i stwierdziłem z przerażeniem, że miejscowi sobie nic z tego nie robią. Nie było innej rady zdjęliśmy dopiero co wepchane na półki walizki i zaczęliśmy wygrzebywać z dna wszystko co cieplejsze rzeczy. Musiałem ubrać spodnie, ciepłe skarpetki i niezawodny sweterek. Zrobiliśmy trochę zamieszania i co po niektórzy niezbyt przychylnie na nas zerkali, ale to nie nasza wina, że było zimno jak w Polsce. Pociąg powoli nabierał tempa, za oknami było już zupełnie ciemno, w końcu zmęczony trudami dnia zasnąłem.  Przebudziłem się gdy już było całkiem jasno. Staliśmy na jakiejś stacji. Zacząłem się dopytywać co to za stacja, czy nie aby Luksor. Niestety okazało się, że stoimy w Asjucie. W pierwszej chwili myślałem, że to żart –jechaliśmy całą noc a do Luksoru jeszcze taki kawał drogi. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, widoki za oknem były wspaniałe ale po pewnym czasie stały się monotonne. W końcu około południa dotarliśmy w końcu do celu. Na peronie od razu dał o sobie znać RA.

Upał był niemiłosierny, a my dopiero co wysiedliśmy z lodówki. Zastanawiałem się czy przetrwam taką gwałtowną zmianę temperatur. Na rozmyślania nie było jednak czasu, gdyż w naszym kierunku ruszyli stadnie naganiacze. Było ich około 15 ale robili tyle hałasu i zamieszania, że wydawało się iż jest ich co najmniej setka. Jako, że napierali na nas coraz mocniej do akcji wkroczyła policja turystyczna odpychając nieco koleżków. Każdy było oczywiście przedstawicielem innego hotelu, a że na nasze nieszczęście byliśmy jedynymi białymi, którzy wysiedli... . Cała ta sytuacja spowodowała, że zapanował ogromny przerost podaży nad popytem. Po chwili zrozumieliśmy, że bez wybrania jednego z tych miłych panów dworca nie opuścimy, więc żona wyjęła przewodnik i odczytała nazwę jednego z hoteli. Po chwili dało się słyszeć radosne okrzyki jednego z naganiaczy, który energicznymi ruchami zaczął się przepychać w naszym kierunku. To mój, to mój –powtarzał. Chwycił walizki (żebyśmy się nie rozmyślili) i zaprowadził nas do taksówki. Reszta panów mrucząc coś pod nosem zaczęła się rozchodzić. Po drodze zaczęliśmy wypytywać o cenę –okazało się, że za trzy osoby trzeba będzie zapłacić 300 LE. Wydało się nam to trochę drogawo, ale w Kairze płaciliśmy już podobne pieniądze, a tu miał być jeszcze basen. Po chwili jednak spostrzegliśmy, że jeden z naganiaczy się nie poddał i ściga nas na jakimś skuterku. Gdy zaczął wciskać nam ulotki przez okno, naganiacz w taksówce zaczął energicznie zamykać okno. Jednak zdążyliśmy się spytać po ile jest u niego i czy jest basen. Wykrzyczał, że za trzy osoby 150 LE, basen jest a hotel jest nowy. Wówczas nakazałem się kierowcy zatrzymać. Motocyklista nas dopadł i zaczął wychwalać swój hotel pod niebiosa.

Mój jest słynniejszy –krzyczał pierwszy, mój nowocześniejszy ripostował drugi. Spytaliśmy więc czy 300 LE to ostateczna cena –okazało się, że tak. Wówczas wymieniliśmy naganiacza, który pozostawił swój skuterek na środku miasta i zmienił się miejscami z poprzednikiem, który wściekły coś mamrotał pod nosem. Pojechaliśmy dalej. Na miejscu poszliśmy sprawdzić czy faktycznie hotel jest tak dobry i tani jak nam to przedstawiano, na wszelki wypadek taksówkarz miał na nas czekać. Okazało się, że wszystko co mówił było prawdą. New Pola Hotel był nowiutki, oddany do użytku przed dwoma laty, pokoje czyściutkie, piękny basen na dachu, z którego rozciągał się cudowny widok na Nil, zachodni brzeg, świątynię Hatszepsut i miasto, w recepcji obsługa mówiąca perfekcyjnie po angielsku, a w lodówce zimna Stella. Cena 150 LE, aż wierzyć się nie chciało, po tym ile płaciliśmy w Kairze i Alexandrii za słabawe hotele. Decyzja była jednomyślna –zostajemy. Po wniesieniu bagaży do recepcji, Mohamed Said Amen (tak nazywał się nasz naganiacz) zaprosił nas na mały soczek, by dokończyć formalności meldunkowe i wszelkie inne. Jako, że byliśmy zadowoleni dostał od nas spory bakszysz. Ponadto zamówiliśmy u niego przelot balonem nad zachodnim brzegiem na następny dzień (niecałe 60 $ od osoby). Na tym zakończyliśmy pomimo propozycji zakupu innych wycieczek (miał wszystko co oferują biura podróży z tą różnicą, że dużo taniej). Gdy zostaliśmy już sami, mięliśmy ochotę tylko na jedno –relaks na basenie. Co za radość po kilkunasto godzinnej podróży w końcu można odpocząć. Po orzeźwiającej kąpieli w basenie zamówiliśmy sobie obiad i po Stelli (szybko się okazało, że jedna to za mało).

 


Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 20 kwiecień 2008 )
< Poprzedni   Następny >