Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Afryka arrow Egipt arrow Od Alexandrii do Abu Simbel
Od Alexandrii do Abu Simbel PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 9
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Dariusz Maryan   
sobota, 19 kwiecień 2008
Spis stron
Od Alexandrii do Abu Simbel
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Strona 15
Strona 16
Strona 17
Strona 18
Strona 19
 

Musieliśmy wyglądać dość osobliwie. Po chwili poczułem, że trzeba znaleźć ubikację (nie faraon). Jednak obsługa dworca odradzała tą wizytę, mówiąc, że ubikacja jest nieczynna, jednak ja nalegałem więc mnie zaprowadzili. Po drodze wręczyli mi dwie jednorazówki. Naprawdę byłem zdziwiony, ale zrozumiałem od razu gdy wszedłem. Tego co zobaczyłem wewnątrz nie opiszę, powiem tylko że było gównianie. Cóż jednak fizjologia była silniejsza i wytrzymałem na wdechu całą minutę. Po powrocie traktowany byłem jak bohater wracający z wojny. Na dworcu oprócz nas na autobus czekało również kila osób z Libanu, którzy byli bardzo uprzejmi i pokazali nam w autokarze nasze miejsca. Jednak do odwiedzenia ich kraju nasz nie zachęcali. Po załadowaniu bagaży i zajęciu swoich miejsc rozpoczęliśmy pięciogodzinna podróż do stolicy. Po drodze uraczono nas filmami i wyjątkowo intensywną klimatyzacją.  Podróż do Kairu trwała około pięć godzin. Po drodze mieliśmy jeden postój w przydrożnej knajpce. Do stolicy dotarliśmy około 1 w nocy. Gdy wysiedliśmy z autobusu od razu zauważyłem hotel Hilton, który swym niestandardowym kształtem prezentował się dość niezwykle pośród innych zabudowań. Na podziwianie widoków jednak przyjdzie czas, teraz trzeba znaleźć jakieś lokum (w Hiltonie nie zamierzałem się pytać o pokoje). Na taksówkarza nie musieliśmy czekać zbyt długo. Pojawił się błyskawicznie i dobrze wiedział czego nam potrzeba. Za 20 LE zgodził się zawieźć nas i cały nasz bagaż do hotelu. Zaproponowałem hotel Dahab, który widziałem w programie Discovery, ale Egipcjanin wiedział swoje i jedynie hotel New Garden Palace ** był dla nas odpowiedni. Hotel znajdował się nieopodal Uniwersytetu Amerykańskiego w zacisznej uliczce. W recepcji krzątało się kilka zaspanych osób. Zapytałem o cenę na dobę dla 3 osób plus śniadanie –220 LE.

Wydawało mi się to trochę drogo ale dochodziła 2 w nocy a ja nie miałem ochoty się godzinę targować, więc przyjąłem warunki. Pokój był całkiem przyjemny i czysty, a w łazience całodobowo można było korzystać z ciepłej wody. Jedynym minusem był nieprzyjemny zapach z okien dobywający się z gruzowiska i śmietniska pod oknami, ale po zamknięciu okien i uruchomieniu klimatyzacji było całkiem fajnie. Czas spać tego dnia pokonałem kilka tysięcy kilometrów samolotem i kilkaset autobusem i jak na pierwszy dzień miałem dość wrażeń. Mimo tego, że położyliśmy się spać dosyć późno wstaliśmy o godzinie 6 nad wyraz dobrze wyspani. Nawet nie przeszkadzały mi klaksony samochodów, które w Kairze nie cichną nawet na chwilę. Nasz pierwszy cały dzień w Egipcie.. Postanowiliśmy wykorzystać go na zwiedzenie Piramid w Gizie. Darowaliśmy sobie śniadanie i dziarsko ruszyliśmy w drogę. Tym razem postanowiliśmy spróbować alternatywnego transportu i zamiast taksówki udaliśmy się do stacji metra. Hotel znajdował się o jakieś 10 minut drogi od Maydan al.-Tahrir i stacji metra SADAT. Na stacji dołączył się do nas samorzutny przewodnik, który powiedział nam, na której stacji mamy wysiąść. Oczywiście go posłuchaliśmy. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Gizie. Naszym oczom ukazał się zupełnie inny Egipt. Miasto wydawało się jednym wielkim gruzowiskiem. Przez środek drogi przebiegał jakiś wykop, wszędzie pełno śmieci, a przechodnie nie mogli się na nas napatrzeć.

My jednak szliśmy za naszym przewodnikiem dalej. Po paru minutach doszliśmy do nieco bardziej zadbanej części Gizy. Dalszą drogę pokonać mieliśmy autobusem miejskim. Największym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że autobusy w ogóle się nie zatrzymują, jedynie zwalniają. Jedni pasażerowie wsiadają a inni wysiadają –wszystko w ruchu. Jedynie dla takich kosmitów jak my kierowca dwa razy zrobił rzecz niebywałą –całkowicie zatrzymał pojazd. Po krótkiej  jeździe naszym oczom ukazały się piramidy. Pierwsze wrażenie było piorunujące, tyle razy widziałem je w telewizji –teraz kolej na obserwacje na żywo. Bile wstępu na obszar piramid kosztował 50 LE. Nasz przewodnik (mocno przepłacony) polecił nam rozpoczęcie zwiedzania od miejsca, w którym wszystkie trzy piramidy widać w jednej linii. Oczywiście nie mieliśmy nic przeciw, tym bardziej że nie musieliśmy iść na nogach. Wynajęliśmy bowiem na cały dzień dwa wielbłądy i konia (choć jeździliśmy na nich około godziny). Rzeczywiście widok piramid z tego miejsca był niesamowity – zrobiliśmy kilka zdjęć, nakręciłem kilka fajnych ujęć i ruszyliśmy dalej. Zwiedzanie piramid chcieliśmy rozpocząć od piramidy Cheopsa. Na miejscu jednak okazało się, że kasa biletowa jest zamknięta i dopiero za godzinę będzie można kupić bilety. Skądinąd wiedzieliśmy, że bilety do piramidy Cheopsa są limitowane, więc postanowiliśmy nie oddalać się za bardzo i nieco odpocząć. Po wypiciu kolejnej butelki wody postanowiliśmy korzystając z okazji wejść do środka Piramidy Królowej Henutsen przy Piramidzie Cheopsa.

Ta niewielka piramida była preludium do wrażeń, które miały nas czekać. W środku panował lekki zaduch, ale ja nie zwracałem na to większej uwagi, byłem bardzo szczęśliwy, że wchodzę do mojej pierwszej piramidy w Egipcie. Przed wejściem musiałem dać bakszysz strażnikowi by pozwolili mi wejść z kamerą (niestety strażnicy przy piramidzie Cheopsa i Chefrena byli już mniej elastyczni i nawet 100 LE nie pomogło). Po wyjściu z piramidy udaliśmy się prosto do kasy biletowej. Na piętnaście minut przed otwarciem zaczęli się gromadzić ludzie. Udało się nam kupić trzy bilety po 100 LE[1] za sztukę bez większych problemów. Prze wejściem musieliśmy zostawić kamerę i aparat fotograficzny. Po przejściu kilkunastu metrów dotarliśmy do wielkiej galerii. Było to najwyższe zamknięte pomieszczenie w starożytności, zakończone sklepieniem wspornikowym. Wrażenia jakich doznałem przemierzając wielka galerię nie zapomnę do końca życia. Na jej końcu skręciliśmy w lewo i po chwili byliśmy już w głównej komorze grobowej faraona Cheopsa. Pomieszczenie było przestronne z gładkimi, chłodnymi ścianami. Sam sarkofag nie prezentował się zbyt okazale, ale sam fakt być w tym miejscu, w sali która liczyła 4,5 tys. lat powodował gęsią skórkę. Naprawdę polecam odwiedzenie tej i każdej innej piramidy wewnątrz, co prawda nie ma tam pięknych malowideł ale wrażenie i tak są murowane. Po wyjściu z piramidy z nową energią ruszyłem ku następnej piramidzie.



Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 20 kwiecień 2008 )
< Poprzedni   Następny >