| Wyprawa na Saharę - podróż w głąb siebie |
|
|
|
| Nadesłał Katarzyna Kaczmarczyk | ||||
| czwartek, 20 marzec 2008 | ||||
Strona 1 z 2 Dziś już wiem jak zwija się turban, jak smakuje zielona, słodka herbata z miętą, jak pyszne potrawy można wyczarować na środku pustyni, jak piękny jest śpiew Beduina, jak niewiarygodnie gwieździste niebo można podziwiać z naszej planety, jak magiczne i kolorowe są wschody i zachody słońca, jak wspaniale spaceruje się boso po jedwabistym piasku, jak dobrze jest oddychać pełną piersią…
Jakże miło mi dziś wspominać smak pierwszych potraw ugotowanych w kociołkach stojących na ogniu - i ta herbata… Choćbym nie wiem jak się starała, ta sama herbata przygotowana w domu na nowoczesnej kuchence gazowej smakuje zupełnie inaczej. Pierwsza noc na pustyni to noc pełna wrażeń – w moim przypadku praktycznie bezsenna. Spanie na materacu pod gołym niebem na pustyni to nie jest mała sprawa. Temperatura około 5C°, miliony migoczących gwiazd i ta cisza… My ludzie wielkich miast nigdy tak naprawdę nie doświadczamy prawdziwej ciszy – zawsze coś ją zagłusza – tam panował totalny bezgłos, który był prawdziwym ukojeniem dla naszych zmysłów. To dziwne ale mimo braku snu, rano miałam w sobie mnóstwo energii. Poranek przywitał nas pięknym wschodem słońca a nasze posłania ułożone były dokładnie w kierunku wschodnim. Jakże ciężko było zawsze wstać o świcie by podziwiać wschód słońca gdzieś nad morzem – a tu nie trzeba było nic robić – jedynie otworzyć oczy i podziwiać. Potem najważniejsza decyzja dnia: trzeba wyjść z ciepłego śpiwora i zmierzyć się z zimnym, wilgotnym porankiem. Potem już wszystko wydawało się łatwe. Po śniadaniu składającym się z hobs’a – pieczonego na piasku chleba, konfitury figowej, serka topionego i aromatycznej kawy pomagałyśmy przy objuczaniu wielbłądów. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak wiele rzeczy było do załadowania na te przeurocze zwierzęta. Każda z nas nazwana wieczorem imieniem arabskim: Verde, Żmena, Hanan i Aicha, otrzymała swojego wielbłąda wraz z opiekunem. Mnie przypadł Kamel – cóż za przedziwne imię dla mężczyzny. Później poznałam historię tego imienia: mama Kamela przez kilka lat starała się o dziecko. W końcu udało się i przyszła na świat jego siostra. W krajach arabskich upragnionym dzieckiem jest jednak mężczyzna, dlatego kiedy okazało się, że wkrótce potem, urodził się chłopczyk – ona ze szczęścia dała mu na imię Kamel, czyli w znaczeniu arabskim idealny. Kamel, jak każdy człowiek nie był pewnie idealny, jednak jego potrawy, śpiew, granie na metalowej misce zamiast bębna i przesympatyczny uśmiech na długo pozostaną w mej pamięci. Szefem karawany był Youseff. Człowiek mądry, stateczny i cieszący się ogólnym poważaniem. Od niego zależał program dnia, miejsca i czas postojów. Szedł na czele prężnym krokiem z idealnie prostą sylwetką i kiedy po kilku kilometrach wędrówki my dosiadałyśmy wielbłądów, on wciąż szedł żwawym tempem, wzbudzając tym samym nasz podziw. Trzecim członkiem karawany był Abdullah – tajemniczo spoglądający Beduin, który okazał się niezastąpionym specjalistą od parzenia herbaty. Kiedy pierwszy raz dosiadłam mojego wielbłąda, trzymałam się kurczowo by nie spaść – okazało się, że to całkiem spory wysiłek na początku. Po kilku kilometrach przebytych na grzbiecie wielbłąda mogłam już swobodnie rozglądać się dookoła, podziwiać przecudowne krajobrazy i odetchnąć bardzo głęboko. Wtedy poczułam się jak prawdziwa księżniczka idąca karawaną w nieznane… To niesamowite ile pozytywnych myśli przychodziło mi wtedy do głowy. Tak, myślę, że czułam się wtedy szczęśliwa. Ten dzień, zresztą jak i cała wyprawa minął niewiarygodnie szybko. Dopiero był poranek, a tu już rozkładaliśmy nocny obóz. Schemat był zawsze podobny: rano o świcie pobudka, potem śniadanie, wędrówka 3-4 godzinna, obiad, sjesta poobiednia, wędrówka 2 godzinna i rozbijanie obozu na noc. Potem kolacja i najprzyjemniejszy moment wieczoru – siedzenie przy ognisku, wspólne rozmowy, śpiewy i radosny śmiech. Nazwałam ten wyjazd „obóz ze śmiechoterapią” , a że wszyscy wiemy, iż śmiech to zdrowie – do dziś czuję się świetnie! |
||||
| Ostatnia aktualizacja ( poniedziałek, 20 październik 2008 ) | ||||
| Następny > |
|---|



Dziś już wiem jak zwija się turban, jak smakuje zielona, słodka herbata z miętą, jak pyszne potrawy można wyczarować na środku pustyni, jak piękny jest śpiew Beduina, jak niewiarygodnie gwieździste niebo można podziwiać z naszej planety, jak magiczne i kolorowe są wschody i zachody słońca, jak wspaniale spaceruje się boso po jedwabistym piasku, jak dobrze jest oddychać pełną piersią…