| Grecki Motyl |
|
|
|
| Nadesłał Zbigniew Ostrowski | |||||||
| czwartek, 10 styczeń 2008 | |||||||
Strona 5 z 5 Średnia cena kilograma ryby to około 26 euro. Były nawet takie, za które trzeba by zapłacić 55 euro za kilogram !!!! Pal sześć euro….tej przyjemności nie mogłem sobie odmówić. Drugi wstrząs przeżyłem na Targu Rybnym w Atenach – ryby za które zapłaciłem 14 euro kosztowały 8 euro za kilogram, a generalnie ceny były niższe od 40 do 70%. Zrozumieć to jakoś się da, ale jak to wytłumaczyć portfelowi???? Moje rybne łakomstwo trochę zostało spełnione za sprawą poznanej pewnego dnia w sklepie Iwony – Polki z Częstochowy. Mieszka ona i pracuje na wyspie od czterech lat. Jej córka wyszła za mąż za miejscowego Greka, rybaka i też tu mieszka. Miła dziewczyna i ma fajnego kilkuletniego synka. Po wizycie, dostaliśmy na odchodne paczuszkę z zamrożonymi rybami i kalmarami. Była uczta. W czasie spotkania u Iwony i przy okazji opisywania wrażeń związanych z przypłynięciem na wyspę dowiedziałem się, że…….ta ”jaśniejsza” Greczynka spotkana w nocy, w barze na przystani promów, to….POLKA, żona właściciela baru !!!! Ponieważ odezwałem się po angielsku, a pewnie nie wyglądałem na POLAKA, otrzymałem odpowiedź, czytaj – zrozumiałem, że ona nie rozumie co mówię. Gdyby obok mnie była żona, pewnikiem zareagowała by po polsku….a wtedy….kto wie, jakby potoczył się nasz pobyt na tej wspaniałej wyspie. Tak to doświadczyliśmy niezbadanych wyroków opatrzności….. W wieczór poprzedzający nasz wyjazd z wyspy, Marija zorganizowała grecką kolację, zapraszając na nią nas i pozostałych gości (rodzina włoska z dwojgiem dzieci, dwie (siostry) młode dziewczyny z Niemiec, starsze małżeństwo z Szwajcarii i Włocha zaprzyjaźnionego z domem). Rodzina włoska przyjeżdża już od dwunastu lat, a małżeństwo ze Szwajcarii, które przeprosiło nas, że mają inne plany na ten wieczór nawet o siedemnastu. Ale najważniejsze było menu…….. podano flaczki owcze w sosie pomidorowym, gołąbki (mięso kozie z ryżem zwijane w liście winogrona), duże pierogi z serem kozim i siekaną zielona miętą, spagetii z sosem i mielonym kozim mięsem, no i oczywiście czerwone wino. Była jeszcze jakaś zupa i coś na słodko. Skończyło to się totalnym obżarstwem i nawet żona, która nie przepada za nowościami i kuchniami regionalnymi zapomniała o swoich obawach. Konwersacja miała charakter raczej grzecznościowy, co wynikało przede wszystkim z barier językowych, ale też i z łakomstwa biesiadników. Na forum obowiązywał język angielski, a w kuluarach włoski, grecki i oczywiście polski. I jak, w takich sytuacjach bywa za zwyczaj, musiałem „robić” za tłumacza mojej żony. Było już zdecydowanie późno, gdy padliśmy w objęcia Morfeusza. Kolejny słoneczny poranek uświadomił mi, że czas jednak upływa nieubłaganie i trzeba pożegnać gościną wyspę w kształcie motyla. Pożegnać Astypalaię. Na lotnisko odwiózł nas Nikolas, a dokładnie kolega jego syna, bo Nikolas nie posiada prawa jazdy. Chyba dzięki temu unika wielu zleceń, które spadłyby na niego, gdyby jeszcze był kierowcą. Wedle instrukcji z biura mieliśmy być ok. godziny wcześniej… i byliśmy. Po dotarciu, okazało się, że Nikolas nie wraca, ale czeka razem z nami. Byliśmy trochę zdziwieni, ale wyjaśnił mam, że z uwagi na to, iż lotnisko jest odległe od Livadi o 14 kilometrów i o tej porze roku nie ma już z nim stałego autobusowego połączenia, odprowadzający „muszą” czekać do odlotu swoich gości, bo w innym wypadku nie mięliby oni jak wrócić do miasta gdyby lot został odwołany. Gdy zbliżała się godzina odlotu, a samolotu ani widu ani słychu……dowiedziałem się od personelu, że nie wiadomo nawet czy samolot w ogóle wyleciał z Aten. Wszyscy czekaliśmy „w ciemno”. Później było już wiadomo, że wyleciał, ale nie wiadomo kiedy doleci, a nawet jak doleci, to nie wiadomo, czy wyleci. Kolorowy zawrót głowy. Zniecierpliwienie udzielało się nawet Grekom, a wiele zwróconych w niebo oczu wypatrujących sylwetki samolotu świadczyło o narastającym niepokoju. Wreszcie jest….ktoś pierwszy go dostrzegł i wieść lotem błyskawicy obleciała salę poczekalni. Ostatnie słowa pożegnania, życzenia powodzenia i niekłamane podziękowania za życzliwości i serdeczność. Jeszcze męski uścisk dłoni i wyjście na płytę lotniska. Już spokojniejsi żegnamy pozostająca w dole wyspę, wpatrując się w poszarpane jej zatoczki i brązowo-szare wzniesienia. Żegnaj Grecki Motylu PS. Jakieś cztery miesiące później, porządkując pocztę mailową natknąłem się na jedyne zapytanie o noclegi jakie wysłałem mailem na Astypalaię, jeszcze przed odlotem do Grecji – To: > Subject: Request for Anixi Studios (moje podkreślenie) > From: > Date: Wed, 29 Aug 2007 21:37:44 +0200 Answer: "Hello from Astypalaia The price for a double room is 25 euro, with breacfast 30. If you interested to booking, send me another email "Thanks!" …..i jak tu nie wierzyć w przeznaczenie………….. Wierzchowo styczeń 2008 |
|||||||
| Ostatnia aktualizacja ( czwartek, 03 kwiecień 2008 ) | |||||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|


