Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Azja arrow Inne kraje Azji arrow Trzy miesiące w Azji Południowo-Wschodniej...
Trzy miesiące w Azji Południowo-Wschodniej... PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 165
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Gosia Seńków   
poniedziałek, 07 styczeń 2008
Spis stron
Trzy miesiące w Azji Południowo-Wschodniej...
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Image

Każdego człowieka spotyka czasem sytuacja kiedy żałuje, że coś powiedział. Czasami żartobliwie wypowiedziane słowa stają się proroctwem. Ktoś nas kiedyś zapytał o wakacyjne plany… - „Laos, Wietnam, Kambodża” wydawały nam się wyjątkowo udanym i wyszukanym żartem. Los jednak miał wobec tych słów całkiem inne plany i kilka miesięcy później wplątał nas w wielką azjatycką przygodę, podczas której poza wymienionymi krajami odwiedziliśmy Singapur, Malezję i Tajlandię. Tak zaczyna się nasza historia – studentki stosunków międzynarodowych i studenta informatyki, których dzieli wiele i łączy jeszcze więcej – miłość do Azji, której zasmakowali rok wcześniej podczas podróży po Indiach i Nepalu.

Image

Podczas szukania biletów lotniczych okazało się, że najtaniej będzie polecieć do Bangkoku lub Singapuru i stamtąd wyruszyć drogą lądową w Indochiny. Ostatecznie Singapur zwyciężył, gdyż bilety lotnicze były tańsze (bilety kupiliśmy na tydzień przed odlotem). W ten sposób nieoczekiwanie nasze początkowe plany (Laos, Wietnam, Kambodża) poszerzyły się o Singapur, a następnie o Tajlandię i Malezję.

Wiedzieliśmy, że w Mieście Lwa (Singapurze) wylądujemy 26 lipca 2007, a powrót do Europy będzie miał miejsce 15 października 2007. Na cztery dni przed odlotem wykupiliśmy jeszcze bilet z Singapuru do stolicy Kambodży. Dalszą część podróży mieliśmy kontynuować lądem. Właściwe zabukowane bilety były jedyną kwestią, którą zaplanowaliśmy. Nie wiedzieliśmy jak będzie przebiegała trasa naszej podróży. Wstępnie zaplanowaliśmy że po Kambodży pojedziemy do Wietnamu, potem do Laosu, Tajlandii i Malezji. W Singapurze mieliśmy zjawić się ponownie na dwa, trzy dni przed odlotem. Kupiliśmy dwa przewodniki (jeden po Tajlandii, drugi po Azji Południowo-Wschodniej) i wyruszyliśmy...

Poniżej dziennik z naszej podróży...

 

Jeszcze z Polski:) (2007-07-23)

:) wlaśnie zaczynamy kolejna podróż. Tym razem celem są kraje Azji Południowo-Wschodniej a konkretnie Singapur, Kambodża, Wietnam, Laos, Tajlandia i Malezja. Są to małe kraje a my planujemy podróżować do 15ego października, stad tyle ich jest:) Wyjeżdżamy z domu za 10 minut... najpierw jedziemy do Gorzowa Wielkopolskiego, stamtąd udajemy się do Hamburga, by jutro o 15 czasu polskiego polecieć do Dubaju. W Dubaju spędzimy tylko 3 godziny, po których wsiądziemy w samolot który "zawiezie" nas na Sri Lanke. I znowu... w Kolombo spędzimy 23 godziny (planujemy pójść na miasto), a następnie polecimy do Singapuru. (niech żyje wyszukiwanie tanich połączeń lotniczych!) ;) Znaleźliśmy kilka osób w Singapurze, które zgodziły się nas gościć... wybraliśmy sympatycznego Neila – 35cio latka, który mieszka we wschodniej części Singapuru. "Wygrał" ponieważ zaproponował nam bezpłatne wejściówki do singapurskiego ZOO (podobno czwartego pod względem wielkości na świecie) ;) do napisania z Singapuru:)

 

Wrażenia z podróży do Singapuru (2007-07-27)

To była naprawdę dluuuuga podróż :)
W Gorzowie kupiliśmy polskie piwa dla Neila – który w mailu poprosił nas abyśmy kupili dla niego jakieś polskie trunki. Z Gorzowa udaliśmy się autokarem do Hamburga, w którym to po kilku godzinach pobytu wsiedliśmy do pierwszego samolotu (linie Fly Emirates - polecamy!), który leciał do Dubaju. Tuż przed lądowaniem widzieliśmy najwyższy (od kilku dni, bo ciągle jest budowany) budynek na świecie - Burj Dubai, zresztą sami zobaczcie co mamy na myśli
Oficjalna strona. Sam Dubaj (nawet z samolotu) robi niesamowite wrażenie - naprawdę szczęka opada! Byliśmy tam tylko 3 godziny - nawet nie wiemy kiedy ten czas minął, bo lotnisko ze swoja strefą bezcłowa masakruje bogactwem i przepychem.

Kolejnym etapem podróży była Sri Lanka - już samo lądowanie, utwierdziło nas w przekonaniu, że wylądowaliśmy w Azji. Dookoła była tylko murawa i palmy, a samo lotnisko kojarzyło nam się trochę z tym z Przylepu (miejscowość pod Zieloną Górą w której mieszka Gosia – na pierwszy rzut oka różnica polegała tylko na betonowym pasie startowym i dużej ilości palm dookoła, których rzecz jasna w Przylepie nie ma :) Później okazało się że nie jest to prawda. Główny budynek lotniska był naprawdę okazały (oczywiście nie taki jak w Dubaju), stwierdziliśmy, że chyba jest to świeża budowla, bo wszystko wyglądało jak nowe. :) Na Sri Lance mieliśmy spędzić 23 godziny więc postanowiliśmy pojechać do Colombo żeby zabić trochę czasu :)

Image
Singapur-centrum handlowe ze sprzetem elektronicznym

Pomyśl okazał się totalnym niewypałem – po dwóch godzinach jazdy miejscowym autobusem (który kosztował jakieś 5 złotych za 2 osoby w 2 strony) jedyną rzeczą na jaka mieliśmy ochotę był powrót na lotnisko – i tak właśnie zrobiliśmy, a nasze zakupy ograniczyły się do 2 butelek wody mineralnej. Sri Lanka sama w sobie bardzo przypomina Indie, a wiec piękne i nowe lotnisko było jedynym czystym miejscem jakie udało nam się zobaczyć :) Pewnie spodobałoby się nam to miejsce, gdybyśmy nie byli tak zmęczeni i spragnieni spokoju. Poza tym Gosia miała "drobne" problemy żołądkowe i czuła silną potrzebę zwrócenia obiadu z kursu Dubaj -> Colombo :) Tak tez zrobiła, a na pewno kierowca autobusu swoim typowo "indyjskim" stylem jazdy do tego sukcesu się przyczynił ;) Problem polega na tym, że akcja odbyła się w lokalnym autobusie, a o zawartość żołądka Gosi wzbogaciła się paczka polskich biszkoptów.
Resztę pobytu na Sri Lance spędziliśmy zmieniając się na stanowisku do spania, czyli kocyku rozłożonym na pięknej, marmurowej podłodze na lotnisku. O 6 rano wsiedliśmy do samolotu i byliśmy gotowi na nasz ostatni lot – do Singapuru.

Singapur już z lotu ptaka robi wrażenie, szczególnie że podejście do lądowania odbywa się w okolicach ogromnego pola golfowego ;)
Na lotnisku darmowy dostęp do internetu, a operator GSM od razu przysyła SMSa z informacja że po wysłaniu smsa przyśle hasło do darmowej sieci bezprzewodowej w całym kraju :) - prawie jak w Polsce :) Prawie robi wielka różnice... :) Neil odebrał nas "w połowie drogi" między jego domem a lotniskiem, mieliśmy więc okazję przejechać się metrem oraz jego samochodem :)
Wszystko jest tu niesamowicie czyste i uporządkowane - ciekawe kiedy takie środki transportu zobaczymy w naszym pięknym kraju :)
Okazało się że tuż przed naszym przyjazdem mieszkanie Neila opuścił chłopak z Danii, który przyjechał tutaj... na rowerze :D Podróż zajęła mu zaledwie 15 miesięcy i wcale nie dobiegła końca :)
Neil jest bardzo sympatyczny i mimo swojego wieku (35 lat) wygląda jak nasz rówieśnik :D
W jego niesamowitym, ogromnym mieszkaniu rezyduje także jego pracownik - sympatyczny mężczyzna z Nigerii, który pomaga Neilowi mnożyć jego pieniądze :) Nie poznaliśmy jeszcze żony Neila, ale pewnie dlatego ze staramy się odespać naszą czterodniową podróż do Singapuru, która w sen nie obfitowała :)
Niedługo napiszemy coś więcej, teraz idziemy... SPAC :D - piękne zajęcie :)


Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 17 luty 2008 )
< Poprzedni