| Moje pierwsze greckie wakacje |
|
|
|
| Nadesłał Krzysztof Adamiec | |||||||||||||||
| wtorek, 01 styczeń 2008 | |||||||||||||||
Strona 1 z 13 Na początku małe wyjaśnienie: poniższy opis naszych wakacji pisany był w celu zamieszczenia na forum Grecja i wyspy greckie (kopalnia wiedzy dla tych, którzy chcą poznać ten wspaniały kraj (http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37196 ).Stąd w niektórych miejscach znajdują się odniesienia do ludzi z tego forum, ludzi bez których ten wyjazd nie byłby tak wspaniały. ![]() Wyjazd z Gdańska 13.06.07r. godz. 21.00. Żonka całą naszą czwórkę spakowała, walizki do samochodu i w drogę. W Warszawie przed 02.00, samochód na parking i transfer na lotnisko. Planowany wylot o godz. 05.05. Szacuneczek dla Centralwings- wszystko sprawnie, wylot punktualny. O godz. 9.00 czasu kreteńskiego lądowanie. Ale przed nim lekki niepokój- podchodząc do lądowania w Heraklionie samolot leci coraz niżej, a pod nami woda, już tylko kilkanaście metrów do ziemi a pod nami ciągle woda- w ostatniej chwili pojawia się pas startowy- wszystko OK. Opuszczamy samolot i od razu uderza w nas fala ciepła, a raczej gorąca. Po kontroli paszportowej i odbiorze walizek na główną halę. Przed wejściem do terminalu czekają rezydentki z nazwami chyba hoteli i przy nich kotłują się ludzie, a ja szukam pana, który na kartce ma mieć moje nazwisko. Przez chwilę lekki niepokój, ale niepotrzebnie bo widzę Greka podchodzę, przedstawiam się. Krótkie formalności związane z podpisaniem umowy i do samochodu. Podjeżdżam pod terminal po Jagodę(żona) i chłopaków. Samochodzik czyściutki, wprost wylizany- srebrna Kia Picanto, po bokach napis "Autoway". Nieco mały bagażnik, ale bez problemu załadowaliśmy się do środka i w drogę w kierunku Stavros. Całą drogę mam w głowie, bo przecież nic innego nie obiłem od pół roku, tylko "studiowałem Kretę" zarówno z mapą, jak i z Google Earth. Wiem więc, że z drogi dojazdowej na lotnisko muszę skręcić w prawo, na zachód i kierować się na Chanię. Drogowskazy są, nawigacja zadziałała. Już jesteśmy na National Road. Już większość napięcia z nas zeszła- jak do tej pory wszystko zadziałało (parking w Warszawie z transferem na lotnisko w przyzwoitej cenie 98zł za 14 dni, samolot wystartował i co ważniejsze wylądował w porcie docelowym, samochód podstawiony). Jeszcze tylko maleńki niepokoik co do hotelu, no ale to za jakieś 150km. Wprawdzie nie śpię już od 26 godzin, ale zmęczenia w ogóle nie czuję. Rodzinka nieco spała w drodze do Warszawy i w samolocie- ja jak przystało na kierownika wycieczki przez cały czas czuwałem. Już pierwsze minuty jazdy Drogą Narodową są dla nas swoistym szokiem- nie chodzi tu o ruch na drodze, ale o widoki- po prawej widać morze, po lewej góry, przy drodze bardzo dużo prześlicznie kwitnących na czerwono i biało krzewów. Nabyty drogą kupna na miesiąc przed wyjazdem aparat, załadowany czterogigową kartą pamięci już wyjęty z futerału i gotowy do użycia spoczywa w rękach rodzinnego fotoreportera Jagódki. Mijamy Heraklion, następnie po prawej kominy elektrowni w Ammoudarze (tu w pierwotnej wersji wyjazdu z biurem podróży mieliśmy spędzić urlop). Teraz fragment drogi przy morzu- widoki zapierają dech w piersiach- żonka przez szybę robi zdjęcia (jeszcze nie wiemy, że w ciągu najbliższych dni nieco zweryfikuje się nasze pojęcie o widokach na Krecie- jednak dla nas to co widzimy jest przecudowne). Nasze żołądki dają znać o sobie- lekki głodek nas bierze. Jednak jedziemy dalej- mijamy Agię Pelagię. Widoki dalej przecudne. Jagoda robi co jakiś czas fotkę, w związku z tym poruszamy się wolno, zresztą "żal się spieszyć". W końcu przed nami ukazuje się śliczny widoczek na małe miasteczko Bali. Przy drodze restauracyjka. Zatrzymujemy się na pierwszy posiłek na Krecie. Wiem, że nie jest to żadna grecka tawerna, a taka jadłodajnia dla turystów, ale zjeść coś trzeba. Menu do łapy- nazwy dań po grecku i angielsku. Greki nie znamy w ogóle, a angielski raczej po chińsku- "jako-tako", ale dajemy radę. Igor (starszy syn) zamawia typowo grecki przysmak jakim niewątpliwie jest szpagetti bolonez, Bartek (młodszy) po upewnieniu się, że potatos to frytki dokonuje wyboru. My z Jagodą skoro jesteśmy już w Grecji to oczywiście dwie greckie sałatki, a ja dodatkowo Greek Coffie. Sałatka smakuje wyśmienicie, mnie zdziwił nieco rozmiar kawy, a raczej filiżaneczki, nieco tylko większej od espresso, ale w smaku jest zacna. Po posiłku w dalszą drogę. Widoki, widoki, zdjęcia i widoki. Średnia prędkość 50km/h nie jest imponująca, ale naprawdę żal się spieszyć. Mijamy Rethymnon- do Chani jeszcze ok. 60km. Mówię do Jagody, by z plecaka wyciągnęła wydruki i poszukała opis trasy z National Road do Stavros (bah77 w jednym ze swoich wpisów zamieścił był takowy, za co bardzo serdecznie dziękuję). Mijamy Georgioupoli- morze znika, ale po lewej pojawiają się duże góry- to chyba Levka Ori- Góry Białe? Przecudne, wysokie i faktycznie białe. Po minięciu Kalami jestem już czujny- niedługo powinien pojawić się pierwszy zjazd do Soudy. Jest- kierunkowskaz w prawo i zjazd. Fotoreporter i zarazem pilot czyta mi opis bah-a- wszystko się zgadza, mijamy port w Soudzie, cmentarz Żołnierzy Brytyjskich, szukamy drogowskazów na Stavros- są. Po minięciu Soudy jesteśmy już na półwyspie Akrotiri, po prawej widok na zatokę Souda. Droga wygląda na nieco extreme- przepaść po prawicy, na zboczu widzimy kilka wraków samochodów (potem Bartek i Gosia z Cafe Vafe wyjaśnili nam, że Grecy specjalnie je tam umieścili). Jedziemy dalej kierując się na Stavros. Droga kręta i wąska, ale bez problemu da się jechać. Mijamy wioskę o nieco długiej i trudnej do wymówienia nazwie Kounoupidiana, którą później dla ułatwienia przechrzcimy na Kurdupidiana. Chłopaki mają bekę z Mamy, bo ta przez cały czas mówi, że jedziemy do Strawos, w końcu wszyscy wyją ze śmiechu, bo okazało się, że jedziemy do Star Wars. Horafakia przed nami- tu już czujny jestem jak harcerz na warcie, bo zaraz powinien być punkt docelowy i .... jest tabliczka z napisem Stavros. W mózgu widok z google Earth (dzięki Jacku za-zresztą wiesz za co), bo hotelik lekko na uboczu. Przydało się to ślęczenie przed kompem- prosto, prosto, potem w lewo i w pierwszą w prawo- jest nasz hotelik. Zajeżdżamy na parking. Jest 13.30 ( chyba rekord długości jazdy z Heraklionu na Akrotiri- 4 godziny!!!) |
|||||||||||||||
| Ostatnia aktualizacja ( wtorek, 08 styczeń 2008 ) | |||||||||||||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|



Na początku małe wyjaśnienie: poniższy opis naszych wakacji pisany był w celu zamieszczenia na forum Grecja i wyspy greckie (kopalnia wiedzy dla tych, którzy chcą poznać ten wspaniały kraj (http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37196 ).