| Słoneczna Kreta |
|
|
|
| Napisał Michal Kosmowski | |
| niedziela, 09 grudzień 2007 | |
W zaszłym roku wybraliśmy się na Kretę. Nie był to jakoś szczególnie zaplanowany wyjazd. Nie mieliśmy zbytnio czasu na planowanie wakacji, mieliśmy remont mieszkania i takie tam. Kupiliśmy więc w promocji bilet lotniczy za niecałe 600zł na osobę w obie strony. Standardowo wybraliśmy się pod koniec sierpnia, tak żeby nie wpaść w tłum turystów w pełni sezonu. W samolocie spotkaliśmy polkę która na stałe mieszka na Krecie, opowiedziała nam kilka ciekawostek o tej wyspie i poleciła zobaczyć kilka miejsc.Przylecieliśmy do Heraklionu około 23 z lotniska wzięliśmy taksówkę do centrum i tam z plecakami zaczęliśmy szukać hotelu, żeby przenocować a rano ruszyć dalej. Znaleźliśmy w miarę tani hotel, nazywał się Heraklion. Rano szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy na dworzec autobusowy. Wymyśliliśmy, że pojedziemy najpierw do Chani, miasta położonym na północnym zachodzie wyspy. Chcieliśmy zwiedzić ta wyspę w całości! Dworzec okazał się całkiem przyzwoity a autobus bardzo wygodny z klimatyzacja itd. Miło nam minęła 2 godzinna podróż mając za oknem naprawdę fajne widoki. Po dotarciu do Chani od razu znaleźliśmy fajną kwaterę i chyba za dość rozsądną cenę jak na Kretę, bo za pokój z kuchnią, łazienką w nowym budynku zapłaciliśmy 15 Euro. Miejsce było też fajne bo do morza mieliśmy około 50 m i do centrum też blisko. Od razu poszliśmy zobaczyć morze i coś zjeść. Knajpka przy samym morzu okazała się bardzo sympatyczna, takiej musaki nie jadłem jeszcze nigdzie. Po posiłku zostaliśmy poczęstowaniu owocami i karafką Raki. Oczywiście na początku byliśmy zaskoczeni że pewnie będzie trzeba za to zapłacić bo właściciel postawił przed nami trunek i bez słowa zniknął. Nie byliśmy osamotnieni bo przy innych stolikach nabrzmiewały podobne dylematy. W końcu to wakacje i nie ma co sobie żałować. Raki był naprawdę super a była jeszcze lepsza jak się okazało że nie musimy za nią płacić. Po obfitym posiłku poszliśmy na spacer po plaży. Piękna piaszczysta plaża była dla nas pewną odmianą po Chorwackich kamienistych zboczach. Spacerowaliśmy sobie i obserwowaliśmy innych wczasowiczów. Zastanowiła mnie pewna prawidłowość, średnia wieku plażujących nie przekraczała 60 lat. Pomyślałem że to po prostu wieczorny miot starszych osób, którzy po przeczekaniu upałów raczą się popołudniowym słońcem. Jakże się srodze myliłem. Podczas kolejnych dni niestety średnia wieku nie wzrosła, bez względu na porę dnia na plażach byli tylko i wyłącznie niemieccy emeryci uprawiający różne sporty ekstremalne, a mianowicie spacer, trucht a nawet pajacyki. Po tak uroczych i owocnych w doznania estetyczne dniach postanowiliśmy ruszyć dalej. Kolejnym miastem, w którym się zatrzymaliśmy na kilka dni był Rethymno. Tutaj zatrzymaliśmy się w samym centrum starówki, w bardzo małym przytulnym pokoiku tuż przy porcie. Stąd postanowiliśmy ruszyć na najbardziej ekstremalną wyprawę tych wakacji. Skoro świt pojechaliśmy autobusem w góry żeby stamtąd przejść największym wąwozem Europy „Samaria” do samego morza. Ruszyliśmy tak rano przede wszystkim, żeby zobaczyć wschód słońca i nie natrafić na tłum turystów. Tak naprawdę jak teraz z perspektywy czasu wspominam, była to najfajniejsza wycieczka tego urlopu. Przeszliśmy wąwozem 18 kilometrów idąc w korycie rzeki, która wiosną płynie z gór do morza. Widoki, wrażenia w zasadzie nie do opisania. Naprawdę polecam!!! Niesamowite uczucie, po 6 godzinach wędrówki po skałach, w towarzystwie sporej grupy ciągle hałasujących włochów dotrzeć do morza i wykąpać się w zimnej wodzie. Swoją drogą może to uprzedzenie a może to pewna cecha tej nacji. Będąc w Egipcie w dolinie królów rok wcześniej, też spotkaliśmy grupkę włochów zachowujących się podobnie, czyli gadających beż przerwy i bez opamiętania na cały głos olewając wszystkich do o koła. No ale cóż my też mamy swoje przywary. Kolejnego dnia ruszyliśmy autobusem na przeciwległy koniec wyspy do miasta Sitia. Przyjechaliśmy w południe i byliśmy w ciężkim szoku, miasto było zupełnie wymarłe!!! Po prostu zero ludzi na ulicach, knajpki otwarte a w środku nikogo, nawet właścicieli gdzieś wcięło. Trafiliśmy po prostu w środek siesty! Można było wynieść wszystko im z knajpki lub domu i by nie zauważyli bo spali. W jednej restauracji zamówiliśmy coś do zjedzenia, bo po całym dniu padaliśmy na twarz, właściciel przyjął zamówienie i poszedł dalej spać. Ocknął się obudzony dzwonkiem kuchenki mikrofalowej w której podgrzewał nam jedzenie, a na rachunek czekaliśmy z godzinę. I tak mieliśmy dożo czasu bo w tej sytuacji szukanie kwatery też nie miało najmniejszego sensu. W końcu jak się wszyscy wyspali udało nam się wynająć pokój i trochę odpocząć. Kreta to tak naprawdę bardzo nudna wyspa, można leżeć na plaży, kąpać się i tak w kółko. Trochę nam się ten monotonny tryb życia znudził więc postanowiliśmy wynająć samochód i objeździć okoliczne wioski i miasteczka. Był to strzał w dziesiątkę, bo znaleźliśmy takie zatoczki z takimi plażami, że do dziś miło wspominać. Z rozrzewnieniem również wspominamy skrót przez góry, którym wracaliśmy wieczorem do kwatery. Droga szerokości „na dwa osiołki”, ciemno, zero znaków lub drogowskazów a na mapie wyglądała dość dobrze. Co kilka kilometrów napotykaliśmy na ślepy zaułek i ciągle na drogę pod koła wchodziły man wszędobylskie kozy. Na szczęście udało nam się wrócić cało, ale wycieczka zapisała się w pamięci na długo. Ostatnie kilka dni spędziliśmy w Heraklionie, zwiedzając miasto, spacerując po różnych zakamarkach i co najważniejsze smakując wszystkich specjalności kulinarnych. |
|
| Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 09 grudzień 2007 ) |
| < Poprzedni | Następny > |
|---|



W zaszłym roku wybraliśmy się na Kretę. Nie był to jakoś szczególnie zaplanowany wyjazd. Nie mieliśmy zbytnio czasu na planowanie wakacji, mieliśmy remont mieszkania i takie tam. Kupiliśmy więc w promocji bilet lotniczy za niecałe 600zł na osobę w obie strony. Standardowo wybraliśmy się pod koniec sierpnia, tak żeby nie wpaść w tłum turystów w pełni sezonu.
W samolocie spotkaliśmy polkę która na stałe mieszka na Krecie, opowiedziała nam kilka ciekawostek o tej wyspie i poleciła zobaczyć kilka miejsc.