Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Europa arrow Grecja arrow Relacja z podróży autem do Grecji
Relacja z podróży autem do Grecji PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 29
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał Lennox xyz   
piątek, 27 lipiec 2007
W tym roku postanowiliśmy skoczyć autem do Grecji. Padło na Riwierę Olimpijską (teraz to trochę sam się sobie dziwię bo za tą kasę jaką mieliśmy mogłem być np. ma Krecie, ale cóż tak wyszło i tyle, zwłaszcza że nie jechaliśmy sami)
Wyjechaliśmy w piątek o 8:00 rano, tankowanie paliwa na stacji BP koło Żywca czy tak jakoś i wio na przejście graniczne ze Słowacją w Korbielowie. Minutka odprawy i byliśmy już u naszych południowych przyjaciół.  Kierunek Zvolen – Bańska Bystrzyca – Sahy. Jakieś 20 km za granicą jest stacja benzynowa i tam kupujemy winietkę. W obie strony wychodzi jakieś 300 SKK (ok. 48 PLN), Początkowo trasa górskimi serpentynami ( w drodze powrotnej to myślałem że urodzę ze zmęczenia na nich) Jedzie się jakieś 200 km i jesteśmy na przejściu granicznym z Węgrami w Sahy. Tutaj również ekspresowa odprawa i GO na Budapeszt drogą E-77 (M2). Za przejściem granicznym jakieś 3 km jest podjazd pod górę i tu uwaga bo stoi tu często Policja – dostałem mandat 6000 Forintów za przekroczenie prędkości o 17 km :/ Następnie na stacji benzynowej należy kupić winietkę w obie strony wychodzi jakieś 3000 HUF (nie całe 50 PLN) i radze to zrobić bo Węgrzy mają videokontrole winietek więc wpadnie się raczej na pewno :D. Chyba że nie jedziemy autostradą. Tak czy owak 100 km i wjeżdżamy do Budapesztu. Tutaj co prawda troszkę pobłądziliśmy ale tak na serio było to na własne życzenie. Generalnie trzeba się kierować na autostradę M5 (5) i dalej jakieś 170 km na Szeged do przejścia granicznego w Roszke.

Tutaj też całkiem sprawnie i jesteśmy w Serbii. Zaraz za przejściem po Serbskiej stronie jest kantor. Tutaj zdecydowanie należy wymienić Euro na Dinary, gdyż płacąc w Serbii za bramki i paliwo, które trzeba zatankować przepłacimy i to słono, ponieważ nasi przyjaciele Serbowie strasznie oszukują na przeliczniku – i jest to prawie regułą. Więc należy wziąć pod uwagę drogę w obie strony gdyż od strony Macedonii w drodze powrotnej mogą być problemy z wymianą, ale o tym później. Wymieniamy, więc 150 EUR - na dwa tankowania i reszta na bramki w obie strony. Droga przez Serbie jest zdecydowanie zróżnicowana jeśli chodzi o komfort jazdy, jest bardzo dużo robót drogowych i masa Policji z radarami i lornetkami :D

I tak ponad 600 km do granicy z Macedonią. Na jedno trzeba zwrócić uwagę, tankowałem na stacji OMV Eurodiesel`a i muszę przyznać, że paliwo mają rewelacyjne. Moje TDI rwało aż miło, a miałem porównanie, bo jechałem do tego czasu na polskim paliwie. Pod Belgradem troszkę nas spanie zmogło więc zjechałem na stację i 3 godzinki kimanka. Pełno tam było Turków, Albańczyków i Bułgarów w samochodach na niemieckich i austriackich blachach, którzy jechali do rodzin w swoich krajach, powiem tak wszędzie są różni ludzie ale ja nie spotkałem lub nie zobaczyłem tam niczego co mogło by mnie zniechęcić do tych ludzi, pop prostu odpoczywali, pili kawkę czy coś tam jeszcze, weseli uśmiechnięci, generalnie pozytywnie.

Około 3:00 nad ranem dojechaliśmy do przejścia granicznego z Macedonią w Mitrovać`u. Co mnie tu zdziwiło to to że portal graniczny po stronie Serbskiej to zwykła buda, natomiast Macedoński to duży podobny do tego z przejścia z Niemcami w Zgorzelec – Ludwigsdorf.

Serbowie odprawili nas bez problemu, natomiast Macedończycy jak każde państwo które mało znaczy w świecie zaczęli wszystkim na granicy komplikować życie. Przed nami stało raptem 20 aut a na granicy spędziliśmy 1,5 godzinki. Dokładnie oglądanie paszportów z każdej strony, skanowanie, zielona karta była oglądana 100 razy, o bagażniku nie wspomnę. Przejazd przez Macedonię kosztował raptem 6 EUR ( 1 bramka nieczynna) ale co najlepsze, jedzie się pięknymi bezkresami, momentami czuliśmy się jak na dzikim zachodzie z autostradą na środku :D brakowało jeszcze tylko Johna Wayne na koniu :D aż strach pomyśleć co by było gdyby zepsuł się nam tan samochód – tylko siąść i płakać. Widoki naprawdę przepiękne. Kierujemy się tutaj już na Ateny. Po 2 godzinkach byłem już przejściu z Helladą w Gevgalija. Grecy widząc PL rejestrację nawet nie chcieli paszportów J, od granicy jakieś 115 km i byliśmy w Paralii. Praktycznie po 10 min znaleźliśmy apartament dwu pokojowy z aneksem kuchennym za 35 EUR/ doba za całość. Krótki wypakunek, na miasto coś zjeść i do morza J. Generalnie jak powszechnie wiadomo Paralia nie należy do spokojnych miejscowości, to kombinat turystyczny nastawiony na imprezowanie, zakupy itp. Na jedno należy zwrócić uwagę, w tym roku w Parali (przynajmniej w lipcu) było bardzo mało Polaków, masa Serbów, Węgrów i …Rumunów. W sąsiedniej Leptokarii natomiast Polaków jest cała masa, skoczyliśmy tam sobie ot tak i właściwie nawet krzaki mówiły po polsku :D

Po kilku dniach leżenia na plaży wybraliśmy się do Salonik, miast całkiem fajne tylko katastrofalnie oznaczone, na drugie pół dnia pojechaliśmy w Water Land`u jakieś 20 km za Salonikami (należy kierować się w stronę lotniska). Wstęp dla trzech osób dorosłych + dziecko to koszt 50,05 EUR + jakiś obiad w środku + napoje = 90 EUR (chyba że ma się ze sobą). Kilka dni później wybraliśmy się jeszcze do Dion, jest tam kapitalne muzeum i wykopaliska starożytnego miasta zalanego przez lawine błotną – całkiem fajny wypad. Odwiedziliśmy również wyspę Skiatos, skorzystaliśmy z biura podróży, które ma swoje przedstawicielstwo w Paralii (Polecam). W drodze powrotnej z portu w Volos były przygody z grecką Policją która trzymała nas ponad godzinę, ale nie była to wina biura które organizowało wypad na Skiatos tylko wina kretyna kierowcy który nie wiadomo czemu nie zatrzymał się na bramce na autostradzie, Policja chyba pomyślała że autokar jest porwany bo objechało nas  wozów policyjnych i chłopcy ostro reagowali dopóki się nie wyjaśniło co i jak :D Generalnie przygoda jak z filmu hahaha

I tak beztrosko minęło nam te 12 dni w Grecji. Powrót o tyle się różnił, że udało nam się dojechać do Katowic w 19 godzin.
Jedno jest pewne, było całkiem fajnie, ale następnym razem już tylko wyspy, powód ? – ano bardzo prosty Riwiera jest za mało grecka.
Ostatnia aktualizacja ( sobota, 28 lipiec 2007 )
< Poprzedni   Następny >