Menu Content/Inhalt
Zakopane PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 26
KiepskiBardzo dobry 
Nadesłał kasia   
sobota, 14 kwiecień 2007
Zakopane
Jadąc w góry chciałam przede wszystkim odpocząć pozwiedzać i przemyśleć wiele rzeczy ale jednocześnie poszukać sobie pracy dzięki której mogłabym zostać tam dłużej i mieć czas na poznanie Zakopanego jako jego mieszkaniec.
To była moja druga wycieczka w polskie tatry ale po liceum moja pamięć okazała się nie za dobra i miałam teraz okazje dużo sobie poprzypominać.
Wyjazd autobusem do Warszawy a na drugi dzień o 7:30 w kolejny już bezpośredni do Zakopanego za ok. 50zl. Długość trasy to ok.8-9 godz.
Połowę drogi przespałam bo choroba lokomocyjna  dawała mi się we znaki ale już pod koniec drogi próbowałam nic nie stracić z oczu szczególnie zobaczenia Krakowa przez który przejeżdżaliśmy.

Jaka to przyjemność oglądanie pagórków które zamieniają się pomału w wyższe partie górskie nie muszę mówić nikomu kto lubi spędzać czas na naturze.
Dworzec w Zakopanym jest bardzo malutki. W porównaniu z krakowskim który już jest na poziomie Unii Europejskiej wypadł blado ale miał tez swój urok.
Razem z kolegą nie zarezerwowaliśmy sobie noclegu przed wyjazdem i zdaliśmy się na łud szczęścia. Już po wyjściu z autobusu podeszła do nas pani zapraszając do siebie na nocleg.
Zaprowadziła do mieszkania zapoznała z właścicielką i kwaterę mieliśmy za 25zl za dzień.
Mogłabym powiedzieć że poszliśmy na łatwiznę i zamiast samemu szukać daliśmy się namówić od razu ze względu na ciężkie bagaże i zmęczenie po podróży. Kwatera za 20 zl a za 25 to już nie duża różnica szczególnie jeśli bierze się pod  uwagę ból pleców.
Pierwsze co zrobiliśmy to wyruszyliśmy na Krupówki. Tam pełno było turystów i muzyki góralskiej rozbrzmiewającej z restauracyjek gdzie lało się piwo i kelnerzy podawali mięsiwo. W karczmie naszą kelnerką była przeładna dziewczyna przebrana w strój góralski. Było bardzo miło.
Na drugi dzień wybraliśmy się na Kasprowy Wierch jednak za późno gdyż po przyjeździe busem ok. godz. 10 musieliśmy czekać aż do 12:30 gdyż było bardzo dużo ludzi przed nami a co 15-20 minut przyjeżdżała kolejka i na dodatek wiele miejsc było wcześniej zarezerwowanych. Powiem jeszcze że marzec jest już czasem posezonowym i bilety są tańsze a widoki tak samo piękne.
Gdy już udało nam się dostać do kasy, kupić bilet i wsiąść do kolejki pozostało nam już tylko podziwiać piękno polskich gór i przepiękne okolice ale to już trzeba samemu zobaczyć.
Na Kasprowym zmarzłam i nie byłam przygotowana aż na taki mróz a na pewno nie na zjeżdżanie na nartach. Jak wielu turystów poszliśmy do restauracji Domino i zamówiliśmy coś ciepłego do picia oraz pizzę. Powiem szczerze że ta restauracja powinna zainwestować w naprawę sufitu bo już niedługo przewiduję że klienci będą jeść tam farbę ze swoich talerzy, która ledwo się sufitu trzyma.
Po południu wróciliśmy do Zakopanego bo miałam mieć rozmowę o pracę.
Tak, już przed wyjazdem wysłałam cv do pensjonatu na ul. Małe Żywczańskie.
Przyjęła mnie dziewczyna która miała ten sam przemiły łagodny głos jaki słyszałam przez telefon umawiając się na spotkanie.
Oczywiście przyjęli mnie bo pensjonat potrzebował osoby z językiem angielskim i z doświadczeniem w tej branży.
Nagrodą za zmęczenie poszukiwaniem pensjonatu i uczczeniem urodzin kolegi wybraliśmy się wspólnie do Aquaparku by popływać odpocząć i zrelaksować się. Spędziliśmy tam ponad dwie godziny. Jest tak dużo atrakcji że można zawsze coś znaleźć dla siebie. Zjeżdżalnie, sauny, rzeczkę z zawirowaniami, bicze wodne, jakuzie itp. Podczas pływackich igraszek można podziwiać niesamowity widok na góry rysujący się za oknami ośrodka a jeśli ktoś jeszcze ma pieniądze na zabawę może po basenie pójść na kręgle znajdujące się na kolejnym piętrze lub wypić coś w kawiarence. Po wyjściu czuć znaczną ulgę pleców i lekkość ciała.
Na następny dzień odprowadziłam kolegę do autobusu i z wielką torbą ruszyłam do pensjonatu.
Odwaga dodawała mi nadziei że wreszcie odnalazłam swoje miejsce na ziemi. Jak się jednak okazało to był raj tylko z pozoru.
Niektórzy z was pomyślą czego ja szukam jeśli mam mieszkanie jedzenie za darmo i pracę w tak ciekawym otoczeniu.
Faktycznie pensjonat powstał w przed drugą wojną światową utrzymany jest w stylu lat trzydziestych.
Atmosfera jest ciepła i rodzinna. Oko można zawiesić na rzeczach z których bije historyczna siła szczególnie gdy widzi się na sali restauracyjnej fortepian. Jest artystycznie czysto przyjemnie, jako klient chętnie bym wydała swoje pieniądze by tam się znaleźć. Jako pracownik jednak dostrzegłam wady tego miejsca.
Praca przez prawie większość dnia, wychodne raz na tydzień i to tylko na pół dnia w niedziele na spacer itp.
Wyjście w święta tylko do kościoła i na parę godzin na spacer by wrócić na wydawanie obiadu. Praca jako sprzątaczka, ogrodnik, zmywaczka, recepcjonistka, sekretarka,  barmanka, kucharz w przypadku pracującej tam jednej dziewczyny.
Pytam się-gdzie czas na odpoczynek.
Jedno wyjście do klubu należącego do syna właścicielki. Nakręcanie tłumu w klubie do którego sama bym nie weszła z powodu zimnej ponurej atmosfery, w którym czuć było trawkę.
Gdybym chciała być z kimś nie miałabym czasu bo już by coś się do pracy znalazło.
Ponad 9 godz. pracy dziennie za 650zl netto zgodnie z umową, którą nawet po 3 tygodniach p[racy nie widziałam na oczy.
Pozytywy- jedzenie które było przepyszne jak np. banany z miodem i lodem waniliowym.
Negatywy- jedzenie po wydaniu posiłków około 9-10 rano lub 16-18 wieczorem. W przypadku gdy jest mało ludzi godz. 14-15.
Pozytywy - czysty pokój , prysznic.
Negatywy - zimno w pokoju który w raz z łazienką dzieli się ze współlokatorką(właścicielka chcąc zaoszczędzić kazała przełączyć piec na czas letni w marcu!)
Pozytywy - możliwość poznania ludzi z Niemiec, Anglii, Chile itp.
Negatywy- wstawanie o godz. ok.6:00 gdy klient ma wcześniejszy wyjazd albo pójście spać po jedenastej bo klient do późna siedzi w saloniku kominkowym.
Nie dostaje się z tego powodu żadnych ulg.
Może przesadzam widocznie nie mam takiej krzepy jak osoby które tam pracują.
Tylko zapytam dlaczego kucharz odszedł choć miał mniej godzin pracy, dlaczego nie dostał podwyżki choć prosił o nią?
Dlaczego tak wiele dziewczyn zostawiło pensjonat szukać czegoś lepszego?
Odpowiedź jest prosta małe zarobki. Motywacja finansowa była ale tylko ze strony klienteli i jej napiwków. Jedzenie w pensjonacie było przepyszne ale nie raz najadałam się zwykłymi kanapkami byle zarobić na następną podróż. Człowiek z duszą podróżnika nie zwraca uwagi na jakość posiłków.
Jako klient wróciłabym nie jeden raz do pensjonatu ale jako jego pracownik to nie.
Pozostaną mi miłe wspomnienia szczególnie te dotyczące Natalii gdy byłyśmy razem na Gubałówce, również te gdy mogłam słuchać opowieści Benii i jej cudnie łagodnego głosu.
Podróżując w niejedno miejsce na ziemi widzę że pracodawcy w Polsce nie są przyzwyczajeni ze ludzie migrują po kraju szukając lepszej pracy i przy okazji sposobu na poznanie nowych miejsc. Pracodawcy są niewyrozumiali i egoistyczni jakby ich oferta była najlepsza z pośród innych.
Poza tym po powrocie do domu nie dostałam zwrotu pieniędzy na za cały tydzień pracy choć poświęciłam święta wielkanocne ciężko pracując od 6:30 do samego wieczora. Podobno to normalne w niejednym miejscu pracy w Zakopane! Mam nauczkę.
W każdym razie wiedząc co się dzieję na rynku pracy szanuję każdą osobę która jest sprzątaczką, barmanką, kelnerką i doceniam ich trud. Jako klient zastanowiłabym się ile wypłacić napiwku by pokazać że wiem co dla mnie taka osoba robi. Do pracodawcy nie pozostaje mi nic innego jak podziękować i ruszyć w dalszą drogę.  
Mój przypadek jest przykładem dla innych że można połączyć podróż z pracą i polecam to innym kto tylko ma zawsze dokąd wrócić gdyż Polsce zarobki są nadal za niskie by wystarczyło na kolejną wyprawę ale dlatego właśnie to mi się podoba wiatr we włosach i nowa przygoda, bo do czego innego jest młodość?
Odnalazłam w tym wszystkim także coś ważnego prawdę najcenniejszą że nie liczą się pieniądze tylko dobre serce i powroty do rodzinnych stron.



Ostatnia aktualizacja ( niedziela, 15 kwiecień 2007 )
< Poprzedni   Następny >