| jeden piękny słoneczny dzień |
|
|
|
| Nadesłał fabian mikulski | |
| środa, 21 luty 2007 | |
|
Podniosłem powieki. Z poza wąziutkich szczelin między kolejnymi płatkami żaluzji ku mojej uciesze uparcie wdzierały się promienie słońca. Tego dnia nie wypiłem nawet kawy po jej nie potrzebowałem. Gdy odsłoniłem żaluzje zostałem oblany natchnieniem i fala optymizmu wypychała mnie z domu. Była niedziela, moja żona pojechała na kursy, tak zwane zloty ,nie będę się o tym rozpisywał choć wiem już że nawet jej podróż choć była to podróż autobusem też była ciekawa. Więc po śniadaniu ubrałem swoje kochane córeczki, wziąłem aparat fotograficzny i poszedłem na spacerek całkiem nie daleko naszego osiedla. po pierwszych roztopach i tak nikłych opadów , czy to śniegu czy deszczu, ale jednak w naszym tak zwanym polickim strumyku popłynęła woda, która tak jak słońce ogrzewa swoimi promieniami tak strumyk gasił pragnienie. Odbite w płyciutkim strumyku słońce zalewało magią wszystko co w zasięgu wzroku, tak wielką, że nie w sposób było nacieszyć się tym wszystkim w zbyt krótkim czasie.
Skąpane w słonecznej euforji moje małe robaczki wrzucały patyczki do wody z takim przejęciem z jakim ja podziwiałem piękno przyrody, tak pięknej i tak osiągalnej i nie wymagającej ode mnie zupełnie nic. Nie tracąc czasu zaangażowałem się w zabawę z moimi dziewczynami. Beztrosko z dala od korupcji, fałszu całego tego napchanego próżniactwa i na siłe podsuwających nam jałowych bezsensowny informacji mediów cieszyłem się pięknem i wartościami prawdziwymi, budującymi realny i namacalny sens dążenia do szczęścia. Rzucając w porywający nurt strumyczka patyczki lub plaskikowe, kolorowe zarętki po nie określonych pojemnikach biegaliśmy za nimi wzdłuż rzeczki pomagając im pokonywać napotykające je przeszkody. Gdy nasza zakrętka spadła z wodospadu którym był kolejny uskok służący do odzielania piasku od wody moim zadaniem było wydostanie zielonej zakrętki z potrzasku jakim był wir, który nie pozwalał nakrętce płynąć dalej. Zadanie było o tyle ciekawe i zajmujące że podejście było trudne ale dawałem radę, zwłaszcza że robiłem to dla moich córek. A zwłaszcza dlatego że chciałem im pokazać wolę walki zwracając jednocześnie uwagę na piękno natury z której można czerpać energię do życia. Po godzinie oddaliliśmy się choć to było trudne, paręnaście metrów dalej. Te parę metrów, biorąc pod uwagę drzewa, krzaczki i wpadające już w las promienie zdawały się być nie byle jaką wędrówką. Po prawej stronie drogi stał gruby ścięty pień który składał się jakby z trzech części. On też był magiczny, pokazywał wielki i nadal mocny fundament mimo że odcięto mu konar. Ja stanąłem sobie pniu , a dziewczyny za rączkę ucieszone zbiegły na dół oczywiście do strumyczka. Strumyczek był ten sam ale natura mu w tym miejscu innego i jakże magicznego tła. po kilkunastu może kilkudziesięciu minutach ruszyliśmy dalej leśną dróżką podziwiając każdy mały szczegół otaczającej nas fauny. Wyszliśmy na polanę i tu znów oblało nas piękne słońce i ujawniło całą gamę tańczących i emanujących życiem kolorów. Ale tego nie będę już opisywać bo o całej naszej kilkugodzinnej podróży mógłbym pisać i pisać zamiast tego dodaję do krótkiego opisu zdjęcia z tej przygody które najlepiej uwidocznią całokształt tego piękna które jest w zasięgu i które z Gabrysią i Patrycją mieliśmy szczęście obserwować. A była to Puszcza Wkrzańska którą otoczone jest nasze osiedle. Osiedle z którego co jakiś czas uciekamy by oddać się magii. |
|
| Ostatnia aktualizacja ( środa, 21 luty 2007 ) |
| < Poprzedni | Następny > |
|---|


