| Rejs po Nilu. Wspomnienia z wakacji w Egipcie. |
|
|
|
| Nadesłał Edyta Ziółkowska | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| środa, 06 grudzień 2006 | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Strona 1 z 14 Kiedy pisałam wspomnienia, moimi dolecowymi odbiorcami byli użytkownicy pewnego popularnego forum na temat Egiptu. Głównie do nich kierowałam swe słowa, stąd czasami adresat ten będzie się przeplatać w mojej opowieści. Niemniej jednak serdecznie zapraszam do czytania wszystkich zainteresowanych, życząc, mam nadzieję, przyjemnej lektury. Wakacje Egipt Wstęp Dziś jest 13 listopada 2006. Na dworze pada, wieje, jest zimno, szaro, buro i ponuro - czyli jesień, a zima tuż tuż. Nie lubię tej pory roku - dni są krótkie, zimne i mało słoneczne. Wszak jednak istnieje dobra strona takiego pogodowego stanu rzeczy - jest to okres rozkwitu życia rodzinnego lub co najmniej dający szansę na takowe. Z oczywistych powodów ludzie siedzą w domach częściej niż zwykle i spędzają ze sobą więcej czasu. Muszę z bólem stwierdzić, że jednak nie mogę skorzystać z tej możliwości, ponieważ zostałam słomianą wdową na okres dwóch tygodni (kolejna delegacja męża). Postanowiłam zatem opisać nasze niedawno zakończone wakacje - po części dla siebie i "ku pamięci", a po części dla zabicia czasu - w końcu wieczory są bardzo długie. Poza tym czuję się zobowiązana odwdzięczyć choć w taki sposób wszystkim osobom, z których rad korzystałam czytając forum. Dzięki waszym postom mogłam dobrze przygotować się do wyjazdu. Warto było czytać. Można tam wyłowić posty-perełki stanowiące lekturę rzeczową, konkretną i bajecznie ciekawą. Zatem... Nasz tegoroczny długi urlop zaczął się 19 października i trwał całe trzy tygodnie - aż do 10 listopada. Z tych trzech tygodni dwa spędziliśmy w Egipcie. Był to nasz pierwszy wyjazd do Egiptu i pierwszy prawdziwy od dłuższego czasu, zresztą bardzo zasłużony, urlop. Po dokładnym rozeznaniu na rynku, nasz wybór zawęził się do trzech-czterech biur podróży. Potem nastąpiła ta trudniejsza część - które konkretnie wybrać? Z nią musiałam uporać się sama (bardzo obszerna lektura i brak czasu nie pozwalał mężowi na udzielenie mi pomocy w tym zakresie). Skazana na siebie czytałam, robiłam notatki, analizowałam aż w końcu miałam gotowe podsumowanie. Po dyskusji z małżonkiem decyzja była oczywista - EximTours - Tutenchamon - rejs po Nilu i z opcją HB 4*. Pozostało tylko poczekać na last minute. Dla zainteresowanych: pod uwagę braliśmy wycieczki z biur AlfaStar, EximTours, Sun&Fun i Triady. Dlaczego dokonaliśmy takiego wyboru? Bo program wycieczki spełniał w największym stopniu nasze warunki (o tym niżej), bo w sumie oferta last minute wcale nie była koszmarnie droga w porównaniu z ofertami innych biur, bo biuro jest duże i popularne, a więc mniejsza szansa na nieoczekiwane niemiłe oraz nagłe zakończenie wakacji i wreszcie: przewodnikiem miał być polski archeolog pracujący w Egipcie (przyznaję, że liczyłam na jakiegoś młodego zapaleńca, który opowiadałby tak ciekawie, że można by go słuchać godzinami). Przyznać jednak powinnam uczciwie, że pozostałe trzy biura odpadły głównie ze względu na przeważające o nich negatywne opinie na forum (na marginesie: najbardziej spodobał mi się użyty przez kogoś w postach termin AlfaStres). Warunki, jakie nasza wycieczka musiała spełniać, nie były wcale proste. Musiała być to wycieczka z częściami wypoczynkową i objazdową oraz możliwością wylotu z i powrotu do Wrocławia. Część objazdowa powina miec postać rejsu po Nilu z wizytą w Kairze w programie, a do tego całość w rozsądnej cenie. Ponieważ nie wiedziałam (i dalej nie wiem), czy kiedykolwiek jeszcze uda nam się pojechać do Egiptu, więc założeniem moim było zobaczyć i przeżyć jak najwięcej - ile się da. Ale ponieważ nie jestem totalną egoistką, a mój mąż bardzo lubi kąpiele słoneczne (w przeciwieństwie do mnie, która opalam się z filtrem 25 co najmniej i po 10 minutach leżenia na słońcu tzw. plackiem dostaję ciężkiej cholery), wzięłam pod uwagę i jego potrzeby. Nasze wakacje musiały być zaplanowane tak, żeby każde było zadowolone i żebyśmy nie załatwili sobie urlopu, po którym będziemy musieli wypoczywać. Dlatego zdecydowaliśmy się na aż i jednocześnie tylko dwa tygodnie wakacji w Egipcie. Dwa tygodnie wydawało nam się rozsądną ilością czasu, żeby i zobaczyć co nieco i trochę wygrzać kości przed zimą. Dużo łatwiej poszło mi z planowaniem części wypoczynkowej, którą zgodnie postanowiliśmy urozmaicić o jakąś wycieczkę na rafy (nie nurkujemy - jeszcze :-D) i jakieś safari, mając z grubsza pojęcie o rodzajach, możliwościach, cenach i o fakcie, że nie należy kupować od rezydenta, bo dużo drożej. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, co konkretnie wybierzemy. Zdecydowaliśmy się na miejscu. Ale o tym później. Koniecznym punktem programu wycieczki był Kair. Dlaczego? Oczywiste? Tylko częściowo. Otóż wiedzcie, że są wycieczki objazdowe do Egiptu, które nawet programowo nie przewidują zwiedzania Gizy. Ba, czasem nawet nie ma czasu na zorganizowanie fakultetu do Kairu przy krótkim pobycie, chyba, że tzw. część wypoczynkową wycieczki zredukuje się do zera. Warto zwrócić na to uwagę, ponieważ piramidy są tak oczywistym punktem programu, że łatwo można wpaść w pułapkę własnych założeń i zdziwić się na miejscu. Dla mnie wszakże piramidy to kwintesencja starożytnego Egiptu. Musiałam je zobaczyć, dotknąć, poczuć tę atmosferę tajemniczości i niewyjaśnionych zagadek, których wielką zwolenniczką nota bene jestem. Być w Egipcie i nie widzieć piramid - paradoks. Nawet gdyby ktoś mi zagwarantował, że jeszcze tu będę, że tu wrócę i że na pewno następnym razem zobaczę piramidy i tak bym się nie zgodziła zrezygnować z nich teraz - za pierwszym razem. Giza w programie być musi i już. Kwestia upodobań i priorytetów? Pewnie tak. Dla mnie jednak piramidy to numer jeden podczas zwiedzania. Mogłabym sobie odpuścić świątynię tę czy tamtą, ale nigdy Gizę. Ale dość i tak przydługiej dygresji. Kolejny bardzo ważny punkt programu to Luksor - stolica starożytnego Egiptu - Teby, czyli najważniejsze wtedy miasto. I co? Większość programów z rejsem po Nilu przewiduje na Luksor pół dnia raptem - dla mnie nie do przyjęcia. Po przyjeździe do Luksoru o 9:00 rano (przy dobrych wiatrach) touroperatorzy planują w 8h (bo o 17:00 zapada wieczór) pokazać uczestnikom wycieczki zarówno wschodni jak i zachodni brzeg. A jest co oglądać. Do tego obiad, zakwaterowanie na statku i wypłynięcie z Luksoru. W efekcie mamy sprint po zabytkach i przemęczenie, bo o chłonięciu atmosfery i podziwianiu raczej mowy być nie może. Nie rozumiem w ogóle jak można było wpaść na pomysł zorganizowania takiego hardcore'owego dnia? Zatem kolejny punkt - jak najdłużej w Luksorze. Muszę mieć przecież czas poza programem na zobaczenie kilku dodatkowych świątyń: luksorskiej, Medinet Habu, Ramesseum i Setiego I. Marzył mi się poza tym lot balonem nad Luksorem, Dendera i Abydos, ale nie chciałam przeginać (kasa). Pewne rzeczy okazały się zresztą czasowo niemożliwe. Pozostał jeszcze Asuan. Tu ze względu na dodatkową chęć obejrzenia ogrodów botanicznych, świątyni Kalabsha i wizyty na suku asuańskim przydałby się też nieco więcej niż dzień. Przygotowania do wyjazdu trwały trochę. Np. z miesiąc wcześniej biegaliśmy po kantorach szukając banknotów 1-dolarowych, o które wcale nie było łatwo. Kupiliśmy też zestaw turystyczny składający się z żelazka, mini-suszarki oraz z czajniczka na 0,4l. Zaopatrzyliśmy się w nowe baterie do latarki, jakieś nakrycia głowy, wygodne buty, uzupełniliśmy braki w apteczce, dokupiliśmy większą walizkę na kółkach i po wielkim czwartkowym pakowaniu, następnego dnia ruszyliśmy w drogę.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Ostatnia aktualizacja ( czwartek, 13 wrzesień 2007 ) | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|


