| Rejs po Nilu. Wspomnienia z wakacji w Egipcie. |
|
|
|
| Nadesłał Edyta Ziółkowska | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| środa, 06 grudzień 2006 | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Strona 14 z 14 02 XI - czwartek Z hotelu wyjechaliśmy po ósmej rano. Jako, że Basema nie było, naszym przewodnikiem na czas tej podróży został inny Egipcjanin mówiący po angielsku. Jeszcze ostatni rzut oka na piramidy i opuszczamy Kair- zwany Matką Świata. Znów jedziemy busem. Razem z nami znane nam już ze statku dwie młode Holenderki. Trudy całych wakacji chyba dają mi się we znaki, bo szybko zasypiam. Kiedyś trzeba :-) Budzę się ponownie koło 11:00, jak docieramy do postoju. Czas na siku, zimną colę i małe rozprostowanie nóg. Po raz pierwszy jedziemy bez konwoju, który na tym odcinku drogi nie jest wymagany. Robimy zdjęcia wylegującym się na słońcu kotom, które są prawdziwymi spaślakami jak na warunki egipskie. Łapiemy ostatnie promienie słońca, bo jutro z samego rana mamy wylot do Polski. Jadąc dalej widzimy krajobraz suchy, pustynny i nieciekawy. Widać szyby naftowe, które wyglądają jak świeczki, bo nad nimi palą się unoszące się opary. Wygląda to dość dziwnie, bo między ogniem a kominem jest sporo nie palącej się przestrzeni. Potem nasza droga skręca i znajdujemy się niemal w raju. Piękniejszego miejsca dla drogi chyba nie można było znaleźć w całym Egipcie. Od teraz jedziemy brzegiem morza. Po lewej stronie mamy Morze Czerwone, po prawej kamienistą pustynię. Ja patrzę tylko na lewo. Wypatrują jak zwykle delfinów, choć to wbrew rozsądkowi, bo gdyby udało mi się je dostrzec z tej odległości to byłby prawdziwy cud. Kierowca wlecze się niesamowicie. To dlatego, że ten ma prawo jazdy, w przeciwieństwie do większości pozostałych egipskich kierowców. Poganiamy go trochę, ale nie osiągamy wiele. Do Hurghady docieramy koło 14:30, a potem jeszcze jeździmy z godzinę po mieście. Najpierw jedziemy na samo południe Hurghady zabrać przewodnika z TravelWays, bo ani kierowca, ani nasz egipski towarzysz nie znają drogi i nie wiedzą jak trafić do hotelu. Kluczymy strasznie. My się wściekamy. Zwłaszcza dziewczyny, które chciały jeszcze skoczyć na plażę i poopalać się nieco. Kiedy kierowcy udaje się w końcu znaleźć siedzibę TravelWays, po zabraniu przewodnika jedziemy jeszcze dalej na południe, po to, żeby najpierw wysadzić dwie Holenderki. Nasze zdenerwowanie sięga zenitu, bo przecież jest nas więcej i to one jadą z nami, nie my z nimi. Kiedy dziewczyny wysiadają, kierujemy się w powrotną drogę na północ. Naszym hotelem na tę jedną noc będzie SeaGull. W końcu dojeżdżamy. Sonia już czeka. Okazuje się, że loty nasze pozmieniały się kompletnie i wylatujemy jutro o 16 zamiast o 6 rano, a dziewczyny o 6:00 zamiast o 15:00. Dla nas to dobrze. Szybkie załatwienie formalności i jazda do pokoju i na plażę. Umawiamy się wszyscy w recepcji za 3 godziny. Trafia nam się pokój z oknami na głośną ulicę w centrum. Nie przejmujemy się tym wcale. W końcu to tylko jedna noc. Plaża w hotelu okazuje się kamienista, ludzi dużo, woda strasznie zmącona, tak, że kompletnie nic nie widać. Wielki błękit jaki widzieliśmy wcześniej zdaje się nie istnieć. Nie wiem, jak się tu może komuś podobać. Przy okazji: dziewczyny mieszkały w SeaGullu wcześniej cały tydzień i były zadowolone. Hotel wydaje mi się za wielki. To olbrzymi kompleks. Jest tu zauważalnie więcej Polaków, za to Rosjan prawie nie słyszę, ale to zapewne spowodowane jest zbyt krótkim pobytem. Po upływie 3 godzin schodzimy do recepcji i wybieramy się do restauracji rybnej znajdującej się w północnej części Hurghady. Justyna, która bywała tam już wcześniej mówi, że spacerem idzie się do niej około 30minut. Jeśteśmy głodni, więc w tę stronę postanawiamy wziąć busa. W restauracji zamawiamy dwie wielkie grillowane ryby, krewetki, sałatki i napoje. Wszystko świeżutkie. Nie jestem wielką wielbicielką ryb. Te mi smakują, ale jakoś super rewelacyjne nie są. Jak wiadomo to rzecz gustu. Według pozostałych - jednak są. Nie jadam w zasadzie owoców morza, bo to dla mnie robaki. Na jedną wielką krewetkę daję się jednak Sławkowi namówić. On twierdzi, że są rewelacyjne, najlepsze jakie kiedykolwiek jadł. Ja nie mam porównania, ale dla mnie to znów żadna rewelacja. Potrawy chyba nie trafiają w moje gusta smakowe. Osobiście dużo bardziej smakuje mi przyrządzony przeze mnie osobiście miętus czy panga, co prawda kupowane w formie mrożonki w markecie, ale jednak. Po tych wrażeniach rachunek mnie powala: 300LE do podziału na 3 pary. Osobiście uważam, że nie było warto, wiedzcie jednak, że jestem raczej odosobniona w tej opinii. Kiedy wracamy, wchodzimy do kolejnego sklepu z ręcznikami. Tym razem kupujemy dwa po 16$ za oba. Robimy jeszcze ostatnie zakupy, jak piwo na wieczór i koniecznie na spróbowanie dla taty oraz słynną już chałwę (~7LE) dla mamy w AbuAshara. Piwo w puszkach na wynos można kupić w restauracjach - barach pod hotelem Golf w centrum Hurghady po 6 lub 7LE - zależy które. Nie pamiętam czy to Stella czy Sakkara była droższa. Nadchodzi wieczór. Jest parę minut po 22:00. Padnięci kładziemy się spać. W tym momencie dosłownie pod naszymi oknami zaczyna się recital. Jakiś facet rozłożył sprzęt nagłaśniający i wyje. Myślę piosenka, dwie, trzy - OK, ale ile można słuchać głośnych beznadziejnie wykonywanych arabskich piosenek? My chcemy spać. Kiedy po godzinie facet nie kończy, dzwonimy do recepcji z prośbą usunięcia gościa spod naszych okien. Niech się wyżywa na kimś innym. Recepcjonista mówi, że ten (wątpliwy) artysta już niedługo skończy swój występ - o północy!!! Boże, nie wytrzymam. Chowam głowę pod poduszkę i nawet nie wiem kiedy zasypiam. Nie wiem, czy bardziej zmogło mnie zdenerwowanie, czy zmęczenie. Nie wiem zatem, czy facet "umilał" reszcie gości wieczór do północy faktycznie, czy też skończył szybciej swój występ. 03 XI - piątek Rano po śniadaniu poszliśmy na basen, bo plaża jakoś mnie odstraszyła w dniu wczorajszym. Kilka razy zaczepili nas kręcący się po hotelu tubylcy proponując wycieczki fakultatywne. Jakoś nie chcieli nam wierzyć, kiedy mówiliśmy, że nie jesteśmy zainteresowani, bo raz że już tam byliśmy, dwa, że po południu wyjeżdżamy. Sławek uśmiał się, że to zapewne z powodu mojej unikatowej białej opalenizny. No bo kto pozostaje białym po dwutygodniowym pobycie w Egipcie? Przy basenie było dużo mniej ludzi niż wczoraj na plaży. Było w ogóle jakoś tak milej. Mnie najbardziej zdziwiły przypadki toplessu, raczej rzadkie w krajach arabskich. Nawet kiedy jest to na terenie hotelowego basenu czy plaży. Po okresie wylegiwania się na słońcu, ochłodziliśmy się w basenie. Woda była okropnie zimna. Najzimniejsza z jaką miałam do czynienia w Egipcie. Nawet z kranów leciała cieplejsza. Ale ochłodzenie za to było szybkie i skuteczne, a że trochę gwałtowne i szokujące, cóż. Sam basen był nawet fajny. Dość duży o pokręconym kształcie i zróżnicowanej głębokości. Można popływać. Zbliżała się godzina opuszczenia pokoju, więc koło 11 wróciliśmy do hotelu, żeby zdążyć pozbierać się do wyjazdu do 12:00, gdyż do tej godziny należało pokój opuścić. Jako, że mieliśmy zbiórkę o 13:15, nie musieliśmy czekać długo. Jednak po 30 minutach zaczęło nam się okropnie nudzić, więc czas oczekiwania umilaliśmy sobie grą w statki. Jak skończyliśmy było po pierwszej. Polecam! :-) Na lotnisko jechaliśmy, po raz pierwszy w Egipcie, prawdziwie wielkim autokarem z całą masą Polaków w środku. Pilot rozdał nam ankiety Eximu na temat pobytu. Ankiety dotyczyły tylko jednego hotelu, obsługi itp. Nie chciało nam się tego wypełniać, daliśmy więc spokój, zwłaszcza, że nie była ona dostosowana do objazdówki. Opisywanie 4 hoteli wymagałoby zbyt wielkiej ilości komentarzy. Taki mały świstek papieru, a tyle może. Chwilę po tym jak ruszyliśmy na lotnisko, a byliśmy ostatnimi pasażerami wsiadającymi do autokaru, zaczęło się. Słyszymy jak jakaś kobieta z tyłu mówi do męża: "Dlaczego doskonale? Wcale nie, zaznacz średnio. No tak. Moje zdanie w ogóle Cię nie obchodzi! A tu? Czemu zaznaczyłeś średnio? Przecież jedzenie było doskonałe, a obsługa taka sobie. Ty się w ogóle ze mną nie liczysz!" Muszę przyznać, że takiej rozrywki nie oczekiwałam. Połowa autobusu się uśmiechała pod nosem, ja ryczałam ze śmiechu, a pani posiadająca monopol na prawdę burzyła się coraz bardziej. Zresztą nie była to jedyna sprzeczająca się para, za to była najgłośniejsza, choć było słychać głównie ją. Popatrz kochanie - powiedziałam - taka mała nieistotna rzecz, a jaką awanturę może wywołać. Niektórzy są naprawdę porąbani. Dotarliśmy na lotnisko. Po przejściu przez odpowiednie bramki i zostawieniu bagażu udaliśmy się na rekonesans. To niewiarygodne, ale pracownik lotniska, który wkładał bagaże na taśmę, przy czym musiał je podnieść około 30 cm, zażądał bakszyszu!!! Zaliczyliśmy wizytę w sklepie bezcłowym, skąd wyszliśmy z tequilą i paczką snickersów i mieliśmy zamiar iść na kawę. Po zobaczeniu ceny jednak zrezygnowaliśmy. Liczyli sobie 5$ za małą czarną. Pogłupieli. Zgroza! Wylot mieliśmy opóźniony o godzinę. Podobno ze względu na zbyt duży ruch w powietrzu (chyba much i komarów). Na lotnisku organizacji żadnej, informacji też. Najpierw na jednej tablicy wyświetlała się Warszawa, a na drugiej Wrocław. Ludzie ustawili się do odpowiednich bramek. W tym momencie tablice pogasły, by po chwili ponownie pokazać się, ale zamienione miejscami. Ludzie zgłupieli. Najgorzej mieli Ci lecący do Poznania. Powinni lecieć z nami, bo nasz lot był do Poznania z międzylądowaniem we Wrocławiu. My jakimś cudem, chyba od Soni jeszcze w hotelu, dowiedzieliśmy się o tym. Na lotnisku nie można było natomiast znaleźć nigdzie potwierdzenia tego faktu. Kiedy znaleźliśmy się na pokładzie, okazało się, że lecieć będziemy naprawdę niezłą maszynką - boening 737. Na małych monitorkach LCD wyświetlali nam bieżąca trasę, potem film, potem znów trasę, ale o tym pisałam już wcześniej. Ja żałowałam tylko jednego - tej godziny opóźnienia. Gdyby nie to, wówczas przelatując nad Kairem miałabym szansę zobaczyć piramidy. A tak? Było zbyt ciemno, żeby dojrzeć cokolwiek, poza oświetlonymi pojawiającymi się czasem miastami. Widok oświetlonych miast, których okolica pogrążona była w całkowitych ciemnościach, zrobił na mnie duże wrażenie. Miasta wyglądały jak gwiazdozbiory, wyglądały niczym galaktyki. Kiedy monitor pokazał, że zbliżamy się do granic Egiptu, nadszedł czas pożegnania. Do zobaczenia kraju faraonów. Może za rok, może dwa. Kto wie? Podsumowanie To były najwspanialsze i najcudowniejsze wakacje, jakie spędziłam w życiu. Nawet próby rzucania klątwy przez faraona, nie zepsuły mi ich. Przewodnik, co prawda, mógłby z większą nieco pasją opowiadać, ale nie można mieć wszystkiego. Basem mimo humorów w sumie był w porządku. W grupie miałam fantastycznych ludzi. Pozdrawiam Elę, Justynę, Marysię i Wojtka. Egipt jest urzekającym i ujmującym krajem. Starożytne zabytki pozostają w pamięci na długo i uczą szacunku do ówcześnie żyjących. Chylę czoła przed ich mądrością. Pojechać do Egiptu raz nie wystarczy. Muszę tam jeszcze kiedyś wrócić. Żegnając się z Egiptem zastanawiałam się, co jeszcze kryją piaski pustyni? Uwagi Nie było dnia, bym nie żałowała braku statywu, czasem brakowało mi latarki. Obie te rzeczy powinny się znaleźć w ekwipunku. Nadmiarowo za to mieliśmy żelazko i suszarkę :-) Okazały się zupełnie niepotrzebne. Jakoś nie zależało mi na rzeczach, o które zwykłam dbać nie będąc na urlopie. Bezgraniczna wolność i odpoczynek od makijażu, układania fryzury, prasowania strojów. Wszystkie zamieszczone informacje udało mi się odtworzyć z pamięci wspomaganej tysiącem zdjęć, które na szczęście opatrzone są godziną i datą powstania. Niemały udział miały też robione podczas pobytu niewielkie notatki dotyczące wydatków. Pomocne były sms-y. Przedstawione opinie są wyłącznie subiektywne. Jeśli przekręciłam jakieś fakty - przepraszam, ale to brak wiedzy. Chętnie przeczytam sprostowanie. Jedynym miejscem, w którym widziałam jak obsługa sprawdza zawartość wnoszonych plecaków, był hotel SeaGull. W pozostałych hotelach nie miało to absolutnie miejsca. W SeaGullu nawet zdarzyło mi się spotkać z oburzającym zachowaniem. Facet nie dość, że sprawdził mi plecaczek przy wejściu, śmiał powątpiewać, czy jestem aby na pewno gościem hotelowym i kazał mi podać numer pokoju, którego oczywiście nie znałam. Na szczęście jednak klucz miałam przy sobie i kiedy go pokazałam - odpuścił. Przekonana jestem, że gdyby nie ten klucz, nie wpuściłby mnie. Wyszło na to, że wspomnienia spisywałam w czasie rzeczywistym, bowiem skończyłam 29 listopada wieczorem. Sławek mówi, że jestem płodna, a ja myślę, że jeśli ktokolwiek dobrnie do końca - będzie wielki. Patrząc na ilość stron przypominam sobie słowa nauczycielki polskiego z podstawówki, która zadając na pracę domowa napisanie streszczenia lektury dodawała:-"A ty, Edyta, najpierw streścisz lekturę, potem napiszesz streszczenie swojego streszczenia, które ponownie streścisz, a wtedy osiągniesz mniej więcej to, o co mi chodzi". Tym akcentem kończąc, pozdrawiam wszystkich.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Ostatnia aktualizacja ( czwartek, 13 wrzesień 2007 ) | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|


